Za nami 16. edycja GREEN ZOO FESTIVAL, która przez cały maj ożywiała krakowskie kluby.
W trakcie dziewięciu festiwalowych dni publiczność mogła usłyszeć trzynaście zespołów z Polski i zagranicy, reprezentujących szerokie spektrum muzyki alternatywnej – od eksperymentalnego rocka i elektroniki po brzmienia inspirowane muzyką świata. Koncerty odbywały się w Klubie RE, Klubie Spotkań Poczta Główna oraz Betel Klub, a zwieńczeniem tegorocznej odsłony był plenerowy występ Kinga Ayisoby. Poniżej znajdziecie podsumowanie najciekawszych momentów festiwalu naszej kakofonicznej ekipy.
Natalia Drymlak
Miałam okazję zobaczyć aż trzech artystów z festiwalowego line-up’u. Lokalny akcent w postaci II Fali rozruszał publikę i dał nam gitarowe, surowe brzmienie, zachęcając mnie do śledzenia poczynań grupy w przyszłości. Public Circuit na scenie dają wrażenie mocno chaotycznej siły na początku, która z każdą minutą formuje się w ogromną kule energii, wydobywającej się ze sceny i zapraszającej ludzi do zabawy. Żywiołowość muzyków zapadła mi mocno w pamięć i sprawiła, że bawiłam się wyśmienicie w trakcie obcowania z twórczością.
Najjaśniejszym punktem całego festiwalu dla mnie był występ Ventolina – ten czeski muzyczny czarodziej zahipnotyzował mnie swoją twórczością całkowicie. Niecodzienny performens intrygował i ciągnął słuchacza coraz głębiej w muzyczne zakamarki, które momentami bywały niezrozumiałe (stojąc pod sceną zastanawiałam się czemu śpiewa o wiewiórkach czy nauce) ale ciekawiły tak bardzo, że ciężko było oderwać wzrok od sceny. Dawno tak mocno po koncercie nie bolały mnie nogi od tańczenia i ciężko o dzień, gdzie muzyka artysty nie zagościłaby w moich słuchawkach.








Witek Bartula
Koncert Kinga Ayisoby był zwieńczeniem Green Zoo Festival, który odbył się w kultowym klubie Betel – sercu alternatywnego Krakowa. Miałem już okazję zobaczyć jego ekscelencję na OFF Festivalu w 2018 roku. Tamten występ był jednak szczególny, bo Ayisoba pojawił się samotnie – jego zespół nie dotarł z powodu problemów wizowych.
Nie przeszkodziło to jednak w dobrej zabawie. Uzbrojony jedynie w kologo – dwustrunowy instrument przypominający prymitywną gitarę – zrobił wtedy przepotężną imprezę. Pamiętając tamten wyczyn, byłem przekonany, że występ z pełnym składem będzie jeszcze mocniejszym doświadczeniem. I nie pomyliłem się.
Razem z zespołem rozpętał prawdziwie szaloną afrykańską wixę. Utwory wyrastały z prostych motywów, by po kilku minutach osiągać niemal epickie rozmiary. Wszystko przeplatane było rytmami i zmianami metrum, które rzadko spotyka się w muzyce europejskiej. To było osobliwe doświadczenie – czułem, że w tych kompozycjach coś nieustannie się przekształca, że rytm dzieli się, zagęszcza i mnoży, choć nie zawsze potrafiłem dokładnie wskazać, co właśnie się wydarzyło.
Koncert trwał około półtorej godziny, ale miałem wrażenie, że gdyby pozwolono zespołowi grać dalej, bez trudu pociągnąłby jeszcze przez kolejne pięć.



Michał Sagucki
Mikro-zachwytem tegorocznej edycji Green Zoo Festival była TRUPA TRUPA. Tak się niefortunnie zdarzyło w moim życiu, że ich koncerty zawsze mnie mijały. Wychodząc z Klubu Re miałem w myślach szaleństwo, którego doświadczyłem obserwując zespół z bliska. Może to było moje przeznaczenie, żeby właśnie trafić pierwszy raz na TRUPA TRUPA podczas Green Zoo? Koncert żywy, szczery, dynamiczny – ogień! Opętanie między muzykami rozlewała się na publiczność, w pewnym momencie wraz z skaczącym Grzegorzem Kwiatkowskim skacze cała sala.




Green Zoo Festival 2026 za nami i czekamy na przyszłoroczne koncerty na naszym krakowskim podwórku. Tutaj chciałbym szczególnie podziękować w imieniu całej kakofoniczej ekipy Cyprianowi Busowi, Klubowi Re, Klubowi Betel, Klubowi Spotkań Poczta Główna oraz Front Row Heroes za zaufanie i powierzenie Portalowi Kakofonia.art patronatu medialnego nad festiwalem.
Bawiliśmy się super i widziemy się w przyszłym roku pod sceną!