Uwaga jedzie metro, gdy jedzie ziemia się trzęsie. Trzęsie się cały mój świat. Twój też? Jeśli jeszcze nie, to możesz wskoczyć w metro i udać się w podróż przez 12 stacji w kierunku „365 widoków na przyszłość”.
Moja podróż rozpoczęła się 16 stycznia 2025 roku. Szłam chodnikiem, z jednej strony ciągnął się cmentarz, z drugiej bloki. Był to wczesny, zimowy poranek w mieszkalnej części miasta, nic dziwnego, że „Na Balkonie”, które samo nagle zagrało mi na słuchawkach, tak idealnie wpasowało się w klimat. Już wtedy dobrze wiedziałam.
„Że ja chcę wszystko, że ja chcę naraz, że ja chcę już
Metro, Na Balkonie
Że chcę ją całą, że chcę ją zawsze, że chcę ją tu”

Wytrwanie w wyczekiwaniu
„To był bardzo długi poród”
„No tak, komicznie wręcz wyczekana płyta”
To słowa członków zespołu , dla których praca nad tym konkretnie albumem trwała praktycznie 2 lata. Chociaż oni sami w składzie: Aleksander Zajdel, Mateusz Kwietniewski, Mikołaj Ilnicki oraz Piotr Biczel tworzą już od ponad 5 lat. Nie jest to też ich pierwsze wydawnictwo, bo na streamingach dostępne są 2 EPki – „Stella” i „Metro”, ale jak wiadomo debiut ma się raz, co zresztą też ich cieszy. Ponoć oprócz bycia w trasie, są też w trakcie zaawansowanych prac nad drugim krążkiem. Metro doszło do miejsca, w którym jest uporem, a momentem kluczowym okazało się podbicie listy przebojów Trójki, gdzie przez kilka tygodni królowało „Na Balkonie”. Właśnie tak zauważył ich obecny management – Rock House. Dalej trasa jako support Myslovitz, single, nominacje, pochwały i festiwale (największe w Polsce).
W tym wszystkim jedno pytanie: Kiedy płyta? Terminy się zmieniały, ale też metro się zmieniało. Niektóre utwory straciły swoją aktualność, koncepcje się kształtowały, wszystko miało nabrać nowej jakości dzięki wsparciu jakie zyskali od wydawnictwa. Jednak zanim doszło do tej współpracy, o mały włos zespół wydałby ten album własną dystrybucją. Jak się potem okazało z 10 piosenek, które planowali opublikować na płycie do dzisiejszej wersji albumu ostały się 2. To pokazuje, jaką drogę przeszli oni i ten album. Jednak dziś nie myślimy już o tym ile to trwało, bo dziś na słuchawkach leci „365 widoków na przyszłość”, a oni na nowo podbijają listy przebojów. I zgodnie z marzeniami nie będą mieli czego się wstydzić w przyszłości, a krążek dostępny jest również w wersji winylowej, co też było małym pragnieniem wokalisty. Czego chcieć więcej od debiutu?
Oddajmy serca, dusze i gardła
Podczas gruntownego przesłuchiwania płyty doszłam do wniosku, że jestem w stanie podzielić ją na 3 kategorie, do których przyporządkowałam poszczególne utwory, a wygląda to następująco:
- Włóczę się w myślach: „Gilotyna musi spaść!”;”Nie pierwszy raz”; „Niepamięć”; „Pilot/Zapałki”; „Raz na dwadzieścia lat”; „Zabawa pojęć”
- Krzyczę!: „Nic nie płonie”; „Spacer po szkle”; „TakTakTak”
- Drżenie serca: „365 widoków na przyszłość”; „Dwa kolory”; „Półmroki”
Czy są to kategorie ostateczne i niepodważalne? Nie. Czy są to kategorie wynikające jedynie z emocji w trakcie odsłuchu? Tak. Mogłabym im wiele zarzucić, ale czy można się karać za uczucia? Uczucia i emocje, którymi zresztą ten album jest przepełniony.
Włóczę się w myślach
Pierwsza z kategorii może sprawia wrażenie śmietnika, gdzie trafiają tzw. odpady zmieszane, ale wcale tak nie jest! Szczerze mówiąc fakt, że znajduje się w niej połowa płyty upewnia mnie w przekonaniu, że album jest o czymś. Są to piosenki, które skłaniają do przemyśleń, które przenika: niesmak, niezadowolenie, sprzeciw, zarzuty, ale też uległość i odpuszczenie. W tych tekstach widzę młodego człowieka, który mierzy się ze światem, w którym przyszło mu żyć. Pojawiają się osądy, punktowanie dziejów historii, ludzi, którzy ją tworzyli, którzy ją tworzą, podważanie jakiegoś stanu rzeczy, tu zwłaszcza utwory: „Gilotyna musi spaść” oraz „Nie pierwszy raz”. Są też takie piosenki, które schodzą trochę z tego tonu i autor łagodnieje, trochę odpuszcza, tracąc młodzieńczą pychę: „Niepamięć” i „Zabawa pojęć”.
Najsmutniejsze natomiast chyba jest to co następuje w „Pilot/Zapałki” i „Raz na dwadzieścia razy”, w tym przypadku czuję przeżarcie umysłu i duszy. W tych utworach nie ma nawet grama nadziei, człowiek się w nich rozmył, został pozbawiony poczucia bycia. Jak więc widać ta z pozoru byle jaka kategoria skryła w sobie poszczególne etapy życia. Chociaż bardzo bym chciała, żeby inaczej spisywano losy ludzkie, to wizja zaproponowana przez metro rezonuje we mnie. Myślę, że ten przekaz jest bardzo uniwersalny i wielu młodych ludzi może się z nim utożsamić. Zwłaszcza, jeśli chodzi o kondycję psychiczną jednostki, uzależnioną od wpływów systemowych, które końcowo prowadzą do odebrania możliwości rozwoju i poszerzania idealistycznych horyzontów. Kończy się to utratą tożsamości i przeświadczeniem o bezcelowości życia, działań i myśli.
Krzyczę!
Kategoria ta wynika z czystej potrzeby, głębokiej chęci krzyku podczas słuchania tych piosenek. Przysięgam, że mało brakuje, aby podczas podróży komunikacją miejską nie zacząć drzeć się, albo przynajmniej dziko pląsać. Jakbyśmy mieli się wobec czegoś buntować, to właśnie rozdzierającym mury śpiewem tych 3 utworów. Jeśli nie macie potrzeby buntu, to są to również idealni kandydaci na karaoke. Nie ma co się dziwić, że to właśnie one zostały wybrane na single. Może tekstowo nie są tak głęboko ideologiczne jak kategoria nr 1, ale jest w nich ogrom energii, śmiałości oraz pewna doza naiwności, te uczucia balansują ze sobą na krawędzi, tym samym wciągając słuchacza w te akrobacje.
Wszystkie utwory znakomicie nadają się dla złaknionych ekscytacji fanów. Dla Piotrka „Spacer po szkle” jest ulubionym utworem do grania na żywo, zaś dla Olka „TakTakTak”, za to Mateusz twierdzi, że muzycznie trochę przekombinował w tej piosence i raczej nie lubi jej grać na koncertach, bo wymaga to dużego skupiania, a przecież scena jest od szaleństw. Osobiście byłabym w stanie zrobić wiele pod natchnieniem „Spaceru po szkle”, marzę o grupowym wyśpiewaniu tych słów, co dobrze świadczy o chwytliwości utworów.
Drżenie serca
Drżenie serca, jak to opisać… Posłuchajcie momentu, w „365 widokach na przyszłość”, kiedy Olek zaczyna śpiewać. Tam w słowie „porannych” następuję owe drżenie. Wiecie co zawsze wygra z każdą ideą, buntem, wojną? Miłość. Nie wiem czy to pozytywne czy negatywne stwierdzenie, ale czuję, że najprawdziwsze. To dosyć wymowne, że album zaczyna się od pewnego manifestu w „Gilotyna musi spać” by zakończyć się na „Półmrokach”, które są tak odmienne muzycznie względem reszty utworów. Ta piosenka jest jak przyłóż do rany po tych wszystkich walkach jakie jesteśmy zmuszeni toczyć. Wybija się myśl, że chodzi o to, żeby człowiek był z człowiekiem, że człowiek bez drugiego człowieka jest zaledwie mrokiem. Utwory przypisane do tej kategorii, mają dla mnie w sobie piękno wynikające z rzewnych uczuć, które są w stanie żywić tylko młode dusze, tak pełne jeszcze romantyzmu i skrywanych pokładów nadziei, że to miłość jest właśnie tą właściwą drogą.
„Czy już dotarł list
Ten, że
Miłość, miłość
Ma zawsze
Dwa kolory”
„Choć wiem, że
miłość, miłość
Wszak zawsze
Znajdzie drogę”
Jeden z widoków na metro
Ten debiut jest dla mnie płytą młodych dusz. Teksty są przesiąknięte romantyzmem, na który są w stanie zdobyć się tylko młodzi. Ogromną zaletą dla mnie jest poetyckość tej płyty, dawno nie byłam tak zadowolona z warstwy lirycznej. Ostatnio widzę pewien trend, który kieruje artystów w stronę jak najprostszego wyrażenia swojego przekazu. Proste słowa, proste historie, spisz swój dzień na kartce, a potem go zaśpiewaj. Ale nie w przypadku metra, za co dziękuję Olkowi, który jest autorem słów. Dla mnie są to wysublimowane teksty, w których każda linijka wprawić może w zachwyt.
Nie wiem czy jestem w stanie wybrać mój ulubiony lirycznie utwór, ale dziś akurat bardzo zadźwięczała we mnie ta linijka „I po sumieniu pnie się brzask”. W tym momencie być może przyznałam się do skrajnego pociągu do grafomanii, ale te oskarżenia nie są mi straszne. Kilka godzin spędziłam już na słuchaniu i czytaniu równocześnie tekstów i ani trochę mi się to nie znudziło. Polecam i wam usiąść i zagłębić się w ten album całym sobą. Myślę, że każdy znajdzie dla siebie wers.
Wciąż bardziej metro
Zawsze chcemy coś określić, na przykład, że metro brzmi jak XYZ. Takie skojarzenia są dla mnie zrozumiałe, ponieważ grają pewien typ muzyki, sięgają do korzeni chociażby polskiego rocka czy w ogóle lat 80. Ja sama, gdy pierwszy raz usłyszałam głos wokalisty pomyślałam, że ma manierę podobną do Ciechowskiego. Potem naczytałam się w internecie porównań do tych czy tamtych zespołów i zarzutów, że metro kopiuje. Dziś mnie to bawi. Nie będę tu więc szukać muzycznych inspiracji metra, nie winię też nikogo za skojarzenia. Pokolenie minionego wieku miało swoich idoli. Teraz już rozumiem dlaczego moje sięgało przez lata po klasyki rodziców, po prostu nie mieliśmy naszego głosu. Szukaliśmy w przeszłości, którą tak zachwalili dorośli, przebieraliśmy w rapie, z którym tak się ponoć utożsamiamy, a może po prostu potrzebowaliśmy pełnego charyzmy i gitarowych brzmień zespołu. W końcu nastała ta chwila, mamy swoje brzmienie, jest nim jedyne, niepowtarzalne, w pełni siebie metro!
