Składamy wniosek stypendialny z stypą [recenzja]

2026-07-08 Michał Sagucki

stypa „stypendium” – recenzja albumu

Złożoność materiału zachwyca. Ciężko o debiutanckim wydawnictwie stypy (Ewy Stypy) pisać w oderwaniu od konceptu, który wprowadza słuchaczy w stypendialny świat, zanim jeszcze nastąpi premiera utworów. „Ten sen już nie jest nasz” – komentarz autorki odnosi się do rozczarowań dorosłością i próby ciągłego odkrywania siebie. To szansa na zmianę, kwestionowanie i podróż. Dziesięć utworów składa się na 35-minutową opowieść o wniosku, którym stypa chciałaby rozpocząć nowy etap życia. Bo zasługuje na stypendium. My wszyscy chcemy zasługiwać.

„czy twoje zmęczenie ma jakieś imię?”

Artystka porusza się po obrzeżach rapu, spoken word i eksperymentalnej elektroniki, budując własny język opowieści. Industrialne faktury, poszatkowane sample i oszczędne, gęste od znaczeń teksty stają się narzędziem do opisywania codzienności – tej nieoczywistej, pełnej napięć, zwątpienia i nieustannego poszukiwania. W jej muzyce melancholia nieustannie ściera się z gniewem, czułość z ironią, a sen z rzeczywistością.

Choć w brzmieniu można odnaleźć echa twórczości Jamesa Blake’a, Kim Gordon, Death Grips, Tirzah, JPEGMafii, Santigold czy Synów, stypa pozostaje artystką wyraźnie autonomiczną. Jej kompozycje opierają się na melorecytacji, rapie i szorstkich, przesterowanych pejzażach dźwiękowych, które nie tyle ilustrują emocje, co pozwalają je przeżyć.

Zadebiutowała w 2024 roku singlem „lawa”, od tego czasu konsekwentnie rozwijając własny świat muzyczny. Utwór „chodniki” promował mixtape kolektywu OUTPOST „Stan Powietrza”, a koncerty stypy wymykają się klasycznej formule występu – balansują pomiędzy performansem a koncertem, angażując odbiorców równie mocno obrazem, słowem i dźwiękiem. Równolegle artystka współtworzy shoegaze’owo-triphopowy zespół Spirit of the City.

Podróż przez „stypendium” rozpoczyna się na chwilę przed włączeniem muzyki. Artystka przygotowała dla nas wniosek do uzupełnienia. Złożony z pytań zamkniętych i otwartych stwarza przestrzeń do spojrzenia w głąb siebie i skonfrontowania się z wyobrażeniami, celami, marzeniami oraz niepokojami. To analiza, na którą często nie mamy odwagi się zdecydować, bo jej efektem mogą być myśli natrętne, niepokojące, trudne do zaakceptowania i wymagające reakcji. Pomaga nam w tym stypa – wszystko możemy jeszcze zmienić. Możemy napisać historię raz jeszcze, zredefiniować wyobrażenia i nadpisać wspomnienia. Rusza taśma, zaczynamy album.

„nie wiem, czy to sen, czy to rzeczywistość – namaluję sobie wszystko”

Dziesięć autorskich kompozycji utrzymanych jest w stylistyce niełatwej do nazwania. To mieszanka industrialnego trip-hopu, hip-hopu i alternatywnego rapu, a wspólnym mianownikiem mogłaby być elektronika w awangardowym wydaniu. To odważny i wymagający materiał – angażujący, poetycki, a przy tym chwytliwy, choć zupełnie nie w radiowym wydaniu.

To koncepcyjność materiału odpowiada za utrzymanie słuchacza w pewnego rodzaju hibernacji. Oddajemy się impresji, obciążeni toną samych siebie, przepadając w obcych domach. Zimno nam, znów wyglądamy blado. Modląc się o deszcz, jesteśmy rannymi ptaszkami na fali, gnijemy w sierpniu, a Salvador Dali maluje w głowie obrazy. Takie mamy plany – przetrzymać wszystko bez końcowych dat.

Myśli potrafią być martwe, jeśli powtarzasz je jak mantrę.” Teksty stypy to chłodne spojrzenie na nasze doświadczenia, obawy i marzenia – te zrealizowane i te porzucone. W plastycznych porównaniach uchwyciła nasze codzienności, troski i rozczarowania. Kwestionuje tym samym stan, do którego doprowadziliśmy, sugerując, że wyjściem może być stypendium. Nie przysługuje ono wszystkim bezwzględnie. Trzeba włożyć pracę w zmianę siebie, próbę zredefiniowania własnego „ja” i nadpisanie pełnionych ról.

„wychodzę z cienia, bo to, co mam do powiedzenia, to nowy punkt widzenia”

Album „stypendium” mógłby obracać się na winylu, bo to materiał, który wymaga poświęcenia i oddania się tej 35-minutowej historii. W spokoju, w domowym zaciszu. Nieśpiesznie zastanowić się, czy pamiętamy zapach swojego dzieciństwa, pomyśleć nad potrzebą wytchnienia. Jesteśmy zmęczeni udowadnianiem sobie, że musimy zrealizować oczekiwania, które kiedyś sami sobie postawiliśmy. Ale czy te założenia są nadal aktualne? Jacy jesteśmy dziś?

Album powinien być konsumowany w całości, w opozycji do singlowych trendów i krótkich, algorytmicznych utworów, do których przyzwyczaić chcą nas platformy streamingowe. Mimo to mam swoich zapętlanych faworytów: „iggy pop” („nie chcę czuć, nie chcę myśleć”), „dead end” („rozmienia pustkę na drobne; ambicja jest moim cieniem”) oraz „late bloomer” („nadchodzi pełnia kwietnia”).

Materiał samodzielnie napisany, skomponowany, zarejestrowany, wyprodukowany i wydany przez stypę, a zmiksowany i zmasterowany przez Sebastiana Cybulskiego, to świetny album, który chciałbym pchnąć jak najdalej, aby wybrzmiał jak najszerzej. Aby nad stypendium mogli zastanowić się kolejni uciemiężeni, pogrążeni w dawnych ambicjach, zżerani przez codzienność. Abyśmy przestali bać się końca.