SENNY MIESIĄC Z PIOTRKIEM

2026-10-28 • Michał Sagucki

Piotr Sen – Polish Neurotic [recenzja]

Debiutancki album Piotrka Sadowskiego, występującego pod pseudonimem Piotr Sen, to opowieść o odkrywaniu siebie – zarówno w warstwie lirycznej, jak i muzycznej.

Czasem punktem wyjścia są powroty, a czasem odrzucenie tego, co znane. Od pierwszych dźwięków otwierającego album „Co mam w szafie?”, aż po zamykające go „Serce”, czujemy, że zostaliśmy zaproszeni do intymnego świata, którego przewodnikiem jest Piotr Sen. Muzycznie sięgamy po alternatywne brzmienia dobrze znane z twórczości Hey, L.Stadt czy Myslovitz. Nie bez powodu przywołuję polską reprezentację – w końcu album ukazał się 1 października, w Dzień Polskiej Muzyki. Mógłbym napisać znacznie więcej już w pierwszym akapicie, ale może lepiej zacząć od początku. Przedstawiam Wam Piotrka i jego Polish Neurotic.

Nieśpiesznie

Pomimo różnorodności emocji i odległych od siebie muzycznych obszarów, reprezentowanych choćby przez utwory „Las” i „Trzeci”, wspólnym mianownikiem Polish Neurotic jest niespieszność. Nie chodzi o to, że kompozycje są powolne, ale raczej o pewien dystans i energię, która zdążyła już osiąść. Zupełnie tak, jakby opowiadane historie zostały wcześniej przetrawione, a rany zdążyły się zabliźnić.

Może to zbyt odważna interpretacja, ale Polish Neurotic odczytuję jako komentarz do decyzji i zmian, z którymi autor zdążył się już zmierzyć. W tych utworach pobrzmiewają tęsknota („Bez Słów”), gorzki rachunek sumienia („Trzeci”), romantyzowanie przeszłości („Film”), a także smutek i złość („Palę znów most”).

„Czy widziała już film? Czarno-biały film. I dlaczego nie chce mnie już znać?”

Niespieszność tego wydawnictwa odczuwalna jest również w samej objętości materiału – 12 utworów składających się na blisko 50 minut muzyki. W dobie szybkich mediów, niskokalorycznych treści i scrollowania TikToka to album angażujący, wymagający i wielowymiarowy. Towarzyszył mi przez cały miesiąc, zanim ukształtował się w recenzję. Nieświadomie sam wpadłem w jego rytm, sięgając po niego w wolnych chwilach, kiedy mogłem w pełni oddać się tym kompozycjom.

A właśnie – jak brzmi Polish Neurotic?

Brzmienie Polish, emocjonalnie Neurotic?

Muzycznie to petarda! Mieszanka alternatywnego rocka i elektroniki, która garściami czerpie z brzmień lat 90. i początku XXI wieku. Słychać tu wspomniane już Hey, L.Stadt i Myslovitz, ale do zagranicznych inspiracji dorzuciłbym Radiohead, PJ Harvey, a nawet New Order. To gitarowa nostalgia, która przepycha się z syntetycznymi korytarzami dźwięku. Poczucie bezradności, sytuacja bez wyjścia, pewna naiwność i gniew – wszystko to splata się w spójną, choć niejednoznaczną opowieść.

Na albumie nie brakuje utworów, które naprawdę wymiatają. Każdy ma w sobie coś, do czego lubię wracać: gitarowe riffy i surowe bębny w „Trzecim”, rozbudowane klawiszowe tła w „Mroźnym Groźnym”, zaczepny bas z postpunkowym pazurem w „Spokoju” i „Sercu” czy transowość „Niezakochanego”, w której można bez reszty przepaść.

Piotr Sen z debiutanckim Polish Neurotic

Polish Neurotic to niezależnie wydany album zrealizowany i wyprodukowany przez Kubę Kuterę oraz Piotra Sna (Sadowskiego). Składa się z 12 kompozycji, do których muzykę i teksty napisali Piotr i Kuba. Partie perkusji dograli Michał Wdowikowski oraz Konrad Karolczyk (w utworze „Film”), a na saksofonie towarzyszy im Maciej Mazurek.

W swoim solowym materiale Piotr Sen łączy przestrzenne brzmienia z chwytliwymi melodiami. Punktem wyjścia jest nostalgia, a teksty przywołują lęki i trudności towarzyszące młodemu mężczyźnie. To album spójny, starannie skonstruowany i dobrze zrealizowany, co czyni go udanym debiutem.