Rok 2025 w słuchawkach: co naprawdę ze mną zostało?

2026-01-03 Łukasz Łukasik

Od jazzowych improwizacji, przez ambientowe pejzaże, po eksperymentalną elektronikę. Moje osobiste gusta muzyczne rozpostarte są w obrębie ogromu gatunków muzycznych i budują się każdego roku na nowo. Często to przypadek, polecajka znajomych, a czasami pozytywny aspekt algorytmów, które podsuwają mi nowości wydawnicze. Bo w muzyce lubię to, że potrafi ciągle zaskakiwać i odświeżać mój stan emocjonalny. Co pozostanie ze mną muzycznie zza granicy na dłużej po 2025 roku?

1. Nils Petter Molvær – Song of Sand Live

Norweski trębacz jazzowy prezentuje tutaj muzykę pełną przestrzeni i melancholii. Elementy jazzu i gitar przepuszczonych przez noisowe efekty, to coś co prowadziło mnie przyjemnie przez poprzedni rok. Idealne na wieczorny relaks.

2. Tim Hecker – Shards

Hecker, mój osobisty ambientowy guru, mistrz ambientu eksperymentalnego, serwuje dźwięki które mnie nie zawodzą. Balansują między harmonią a hałasem, podróżują przez tekstury i echo. Idealna propozycja dla osób, które lubią zanurzyć się w dźwiękowej medytacji. Tu niepokój łączy się zawsze z oddechem ulgi. Dla mnie to artysta, który inspiruje mnie w mojej twórczości i jest na moich słuchawkach każdego miesiąca. Shards na pewno będzie słuchany i w tym roku.

3. Djrum – Under Tangled Silence

OMG. To jest moje definitywne odkrycie roku. Album usłyszałem dopiero we wrześniu, ale utwory z Under Tangled Silence szturmem zajęły szczyt mojego osobistego Tidalowego podsumowania muzycznego 2025. Brytyjski producent łączy tu minimalistyczną elektronikę, melancholijne rytmy, jazz, glitch, elementy drum’n’bass i co tam sobie jeszcze wasza dusza zapragnie. Jeśli wasza głowa ma skłonności ku ADHD – będzie zadowolony. Album jest introspektywny, miejscami ciężki, ale niezwykle hipnotyzujący. To jest podróż, w którą chce wyruszać każdego dnia.

4. Charbel Haber, Nicolas Jaar, Sary Moussa – Crashing Waves Dance to the Rhythm Set by the Broadcast Journalist Revealing the Tragedies of the Day

Dobra – nigdy nie zapamiętam tego tytułu i chyba nie znam dłuższego. Niech nie przerazi was ten fakt bo wiem, że może przytłaczać długością, ale muzyka w nim zawarta jest fascynująca. Eksperymentalne połączenie elektroniki, field recordings i jazzowych brzmień. To jak reportaż, muzyczny podcast. Plus Nicolas Jaar to już dla mnie paraspołeczna persona, która gości na moich odtworzeniach za samo nazwisko. Ale nigdy mnie nie zawodzi.

5. Rival Consoles – Landscape from Memory

Kolejny brytyjski producent którego śledzę od kilku dobrych lat. Z niecierpliwością czekam na jego koncert w warszawskim klubie Niebo, który już w marcu! Nostalgiczny “melodizm” i nowoczesna elektronika. Utwór Landscape from Memory ma w sobie coś pięknie filmowego. Takie utwory niosą mnie zawsze dwa metry nad ziemią i dają przyjemne uczucie ciepła, którego tak czasami potrzebujemy. Poleca się do pracy lub spokojnego wieczornego odsłuchu. Jak i cały album i dyskografia tego pana!

6. Floating Points – Lazarus (Adult Swim Original Series Soundtrack)

Anime nigdy nie było dziedziną sztuki, którą namiętnie śledziłem i oglądałem. Za to muzyka, którą tworzy się do filmów, animacji i seriali już tak. Często to dzięki muzyce dopiero dowiaduje się o jakimś dziele wizualnym. I tak było w tym przypadku. Lazarus to produkcja anime, której nie chce tu polecać, bo to kompletnie nie mój świat i przebrnąłem tylko przez dwa odcinki… ale za to muzyka! Floating Points potrafi zbudować muzyczną opowieść, która fascynuje i wciąga na całe godziny. I nie potrzeba do tego obrazu!

7. Maribou State – Hallucinating Love

Rok 2025 zwrócił moje zmysły słuchowe ku nieco ciepłym indie brzmienią. Lubicie Tame Impala? To Maribou i zeszłoroczna propozycja myślę, że wam się spodoba. Brytyjski duet serwuje tu rytmiczne, pełne życia utwory z elementami elektroniki i soul. Podczas słuchania Blackoak w mojej głowie grało jednocześnie Porcelain by Moby. Nie wiem, czy to słuszne skojarzenie, ale mam poczucie, że płyta świetnie romansuje z nostalgią i ambientem. Lekka i marzycielska. Czego nam czasami więcej trzeba?

8. Loscil – Ash

Kolejny Kanadyjczyk i kolejny ambient – tak mam do nich słabość. Jak i to prawie, ze wszystkich ambientowych minimalistycznych subtelnych pejzaży dźwiękowych. Ale obok subtelności pojawia się w moim odczuciu nuta niepokoju, która sprawiła, że kompozycje zostaną ze mną na dłużej.

9. Lonnie Holley – Tonky

To jest inny świat. Abstrachując od pięknych muzycznych warstw i harmonii, które w swym brzmieniu mają zapisaną historię i pochodzenie artysty – album Tonky to jedna z piękniejszych lirycznych opowieści, na która miałem okazję natrafić w 2025 roku. Protest songi które w niepretensjonalny sposób mówią o jakże przyziemnych i równocześnie ważnych dla każdego z nas rzeczach. Ten album sprawia że Life is a reason for us to love… .

10. Black Country, New Road – For the Cold Country

Mimo, iż cały album tej formacji czasami skromny, nudnawy i spokojniejszy niż poprzednie od tej formacji, to utwór For the Cold Country zapałętał się na mojej playliście i był zapętlany niejednokrotnie. Po prostu przyjemny alternatywny pop z budującym melodycznie uniesieniem i przyjemnym wokalem. Mi czasami więcej do szczęścia nie trzeba.

11. Big Thief – Double Infinity

Delikatny, introspektywny indie folk, który hipnotyzuje melancholią i pięknem prostych melodii. To płyta która zaciekawiła okładką, pozostawiła poczucie, że brakuje mi w życiu spokojniejszych brzmień zakrawających o rock, pop i indie. Przypomniała mi, że istnieją inne gatunki niż elektronika i ambient w których się zabańkowałem. I przypomina mi od czasu do czasu, żeby pozwolić sobie być czasem niezrozumiałym.

12. Nala Sinephro – The Smashing Machine (Original Motion Picture Soundtrack)

Kolejna polecajka albumowa, która utwierdza mnie w przekonaniu, że muzyka filmowa > sam film. The Smashing Machine obejrzałem dopiero po wysłuchaniu Nali. I cóż, nawiązując do tematyki filmu – nie powalił. Za to ta muzyka, tak. Pianistka i kompozytorka tworzy muzykę pełną przestrzeni i głębokich emocji zachaczając o ambient. Dużo klasycznych zabiegów, jazzowych tonacji i perkusjonaliów. Bez odkryć, innowacji – przyjemny muzyczny nokaut. 

13. Dorian Concept – Miniatures

To był ostatni rzutem na taśmę album, który objawił mi się w My Daily Discovery w 2025 roku. W drodze na sylwestra offline na swoich słuchawkach, zdążyłem przesłuchać jedynie kilka “miniatur”. Moje pytanie już w 2026 roku brzmi – dlaczego jest ich tylko 26 i trwają tak krótko?! Oczywiście to retoryczne pytanie, które rozumie koncept albumu i obecne trendy w tworzeniu muzyki… Sam jeszcze potrzebuje zanurzyć się kilka razy w Miniatures. Czytając komentarze na bandcampie przytoczę jeden z którym zgadzam się w zupełności – To piękny album, którym można się delektować od początku do końca przez cały dzień. Słuchany z uwagą lub nie. Ponoć album powstał po viralowym sukcesie na TikToku i na prośbę fanów. Cieszę się, że nie został jedynie na TikToku, którego nie posiadam.