Opady – Owady

2026-03-04 Łukasz Łukasik

Przyszła wiosna –  do Krakowa na pewno. Czuć ją na skwerach i nowościach wydawniczych. Mając dość otępienia wywołanego ostatnimi mrozami, powoli wychodzimy do świata i zalewamy ulicę miast. Wraz w pierwszym słońcem z zakamarków oprócz letnich kurtek i płaszczy wypełzły z także posthibernacyjne Owady.

Opady – jak sami o sobie piszą – to krakowski impro-kwartet. Poruszają się w okolicach eksperymentalnego rocka z wpływami jazzu i muzyki elektronicznej, a ich modus operandi to wyłanianie wielowarstwowych kompozycji z improwizowanego chaosu. To wszystko rzeczywiście ma miejsce na ich najnowszym pełnoprawnym wydawnictwie. Projekt stworzony przez Brunona Lubasa, Piotra Mierzwę Pawła Gawryłowicza i Łukasza Mikołajczyka to na prawdę powiew świeżej, ale przy tym wszystkim szczerej i spójnej w swoim przekazie muzyki. 

Zbiór improwizowanych, instrumentalnych miniatur nagranych na live sesjach ma w sobie pierwiastek niedoskonałości w brzmieniu, które tak mocno spaja płytę. To tak jak nasze codzienne ekosystemy – nie istnieją bez szumów i hałasu. Być może nie każdemu przypadną do gustu te krótkie formy, ale wierzę że wynikają one z procesu twórczego, a nie chęci podpasowania się pod realia obecnego rynku muzycznego. Zresztą na płycie znajdziecie ich aż 19! Te stanowią swoistą entomologiczną wędrówkę po gatunkach których ja szczerze w większości nie znałem. Polecam zabawę – jadąc tramwajem puścicie sobie album, a przy każdym utworze poczytajcie ciekawostkę o danym gatunku. Dzięki chłopakom wiem nieco więcej czym są Kuczmany o których istnieniu nie miałem pojęcia.

Fragmenty takie jak Pchła #1–#4” czy Biedroń (larwa / poczwarka / imago) prezentują krótkie, ale intensywne eksploracje muzyki, które mimo to są konkretne, chwytliwe, a jednocześnie ulotne i pięknie brudne. Nie będzie to płyta dla każdego (a która jest?!). Ale każdemu ją polecam. Miłośnicy niuansów i szorstkości, wręcz pewnego bzyczenia poczują radość w uchu które czasami zaswędzi. Zespół bardzo dobrze balansuje pomiędzy różnymi stylami, ale w sposób nieprzereklamowany. Do tego ten różnorodny instrumentalny mikrobiom, który z początku bywa niewygodny, ale stanowi konsekwentny element koncepcyjny. Na całej płycie trąbka i gitarowe frazy budują akcenty melodyczne, perkusyjny groove jest subtelny, ale nadaje rytmiczność, a całość spajają elektroniczne tła czasami abstrakcyjne w swej formie wobec żywych instrumentów.

Warto także docenić oprawę graficzną stworzoną przez Łukasza z zespołu, który wydłutował z polichlorku winylu członków roju, a Piotr przełożył grafiki na cyfrowy świat.

Czy wyobrażacie sobie wiosnę bez tych szkodników które wypełniają nasz codzienny soundscape? Zaproście chłopaków i Owady do swojego mikroświata.