Night Tapes – portals//polarities

2026-01-02 Michał Sagucki

Tegoroczny pełnogrający (LP) debiut Night Tapes – portals//polarities to angażująca podróż przez korytarze dźwięków. Od momentu rozpoczęcia nagrania przestrzennym intro enter, po pląsająco-eteryczne zakończenie wayfarer, jesteśmy prowadzeni pasażem wielowarstwowych, kosmicznych kompozycji, w których taneczna elektronika spotyka się z dream popem i shoegazem (w mniej gitarowym wydaniu).

(1)

Wspólnym mianownikiem dla angielsko-estońskiego trio jest rozmarzony, odklejony od ziemi wokal Iiris Vesik, rozlane (a momentami bezkształtne) gitary oraz progresywne kompozycje Maxa Doohana i Sama Richardsa. 

Wypadkową jest unikalne brzmienie Night Tapes, które zdaje się być snem o trip-hopie z lat 90., przepuszczonym przez ambientowy filtr pamięci i dream popową melancholię. To język, który trio konsekwentnie rozwijało na wcześniejszych EP-kach (Download Spirit (2020), Perfect Kindness (2023), assisted memories (2024)), a wypadkową tych doświadczeń jest złożona kreacja portals//polarities.

Album, pomimo swojej angażującej formy, mógłby doskonale sprawdzić się jako płyta tła – płynie jak nocna podróż bez konkretnego celu. Utwory zazębiają się, przenikają i rozpuszczają jeden w drugim, tworząc jednolity pejzaż — idealny zarówno do zanurzenia się, jak i do bycia ledwie obecnym. Tym samym trudno o wytypowanie kompozycji wyraźnie wybijających się poza schemat wydawnictwa. Z pewnością singlowe pacifico, luźno zahaczające o klimaty Portishead i Massive Attack (w bardziej tanecznym wydaniu), czy następujące po nim tokyo sway, poruszające do bujania nawet najbardziej zasiedziałych kanapowców, to przykłady utworów dynamizujących album. Nieprzypadkowo zamykają pierwszą stronę winyla, zmuszając do fizycznego gestu obrotu i wejścia w drugą fazę opowieści.

(2)

W tym miejscu czuję się zobowiązany zatrzymać i podkreślić fakt, że jest to samodzielnie wyprodukowany i świetnie ułożony album, zważywszy, iż mamy do czynienia z debiutem. Wyraźnie odczuwalny jest podział na strony, gdzie drugą część otwiera masterplan — utwór atmosferyczny i tajemniczy, wprowadzający konsternację wśród słuchaczy.

Następujące po nim gitarowe helix, które również pełniło rolę singla promującego, momentami nasuwa mi (bardzo dobre) skojarzenia z Jadu Heart. Jest tu więcej shoegazowego szarpania strun. Chciałoby się, aby utwór mógł wybrzmieć dłużej, by jeszcze przez chwilę pozwolić sobie na skoki pod sceną. Nie jest nam jednak dane pozostać w tym stanie zbyt długo, gdyż zostajemy porwani przez wir patient (waiting for the setting sun), gdzie wpadamy w ambientowe lewitowanie w dźwiękach. Oczami wyobraźni widziałem letni festiwal, na którym Night Tapes mogłoby grać na schyłku dnia, wprowadzając festiwalowiczów w wieczór.

Zbliżamy się do końca, a następująca leave it behind, Mike jest jedną z najbardziej rozbujanych kompozycji (z pewnością u mnie najczęściej zapętlonych).  Kaskadowo wprowadzane instrumenty przedstawiają się, robiąc sobie miejsce w kompozycji: angażują i zaciekawiają, a tantrycznie powtarzane słowa „I could believe, I could believe it” wprowadzają delikatny transowy vibe.

If the world is ending
Could you share with me our last strawberry?
(I could believe, I could believe it, I could believe)
If the world is ending
Could we just enjoy the view?
(I could believe, I could believe it, I could believe)
To leave it all behind.

Przy storm czujemy, że za chwilę nastąpi wyjście i zakończenie kosmicznej podróży. Bazowy, ledwo wyczuwalny beacik (4 on the floor) utrzymuje w rytmicznych ryzach bardzo przestrzenną kompozycję, momentami odrealniającą. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że jest to niezwykle dojrzałe i świadome wrzucenie słuchaczy na głęboki ocean z gwiazd — stworzenie warunków, abyśmy raz jeszcze dryfowali z portals//polarities.

(3)

Debiutancki longplay Night Tapes – portals//polarities otwiera się jak przejście do innego wymiaru. Liczy 13 utworów, składających się na blisko 50 minut materiału. Złożoność tego wydawnictwa napawa optymizmem, gdyż tęskno mi do nowych płyt, które są tak angażujące i rozbudowane. To album–korytarz, w którym każdy zakręt prowadzi do kolejnej warstwy kosmicznej narracji, gdzie taneczna elektronika styka się z dream popową mgłą i shoegazowym pogłosem — bardziej odczuwanym niż słyszanym.

To mój wybór na rok 2025 — czyniący to wydawnictwo tym ulubionym. Czy czekam na koncert Night Tapes w Polsce? Zdecydowanie tak i liczę, że któryś z letnich festiwali przyciągnie trio na nasze podwórko.