Kakofoniczna topka 2025 Saguckiego

2026-01-04 Michał Sagucki

Zamknęliśmy 2025 rok, otwierając się jednocześnie na nowości nadchodzącego. Miniony rok obrodził świetnymi wydawnictwami, w tym absolutnie wspaniałymi debiutami, do których regularnie wracam. Jako autor nie tylko tekstów, lecz także muzyki, szczególnie doceniam wrażliwość płynącą z dźwięków. To właśnie muzyka jest dla mnie płaszczyzną wielowymiarową — zbliża mnie do energii mniej ziemskiej, a bardziej kosmicznej.

Na ten kakofoniczny start przygotowałem autorską topkę, którą chciałbym krótko przybliżyć. Będzie dream-popowo, gitarowo-elektronicznie, chwilami poetycko, chwilami tanecznie — groovy i ambientowo.

Zanim jednak zatrzymamy się i zachwycimy (moimi) najlepszymi albumami 2025 roku, warto zauważyć, że nadchodzący czas zapowiada się jako spełnienie wielu wyczekiwanych premier (m.in. Yumi Zouma, Puma Blue czy Pale Blue Eyes). Pozostajemy otwarci na nowe brzmienia, których będziemy słuchać — miejmy nadzieję również na żywo — i o których będziemy pisać na łamach Kakofonii.


Najlepsze albumy 2025 według Saguckiego

Kolejność w zestawieniu nie ma znaczenia — jest to mój subiektywny, muzyczny przegląd najcenniejszych i najciekawszych wydawnictw 2025 roku. To albumy, do których wracam: oryginalne w brzmieniu, poruszające wyobraźnię, inspirujące, relaksujące, emocjonalne, a niekiedy także pobudzające do tańca. Muzykę konsumuję albumami — lubię, gdy stanowią one pełną opowieść, którą twórcy i twórczynie chcą przedstawić nam, słuchaczom. Zajawkowo wybrałem po jednym utworze (nie było łatwo), który reprezentuje każdy album na topkowej playliście. W tekście oczywiście odsyłam do całych płyt — po pełną przygodę.

Dodam jedynie, że każda z wymienionych pozycji zasługiwałaby na osobną, złożoną recenzję, jednak tutaj pozwolę sobie na telegraficzny skrót.


Night Tapes — portals//polarities

Pełnogrający debiut trio z pogranicza ES/UK, w którym dajemy się porwać kosmicznej podróży w nieznane — poprzez ambientowo-dream-popowe korytarze dźwięków. Album angażujący i szalenie złożony, a przy tym lekki w odbiorze.

To mój TOP wybór 2025 roku. Marzy mi się usłyszeć Night Tapes na żywo (halo, halo — może OFF Festival?). Więcej znajdziecie w pełnej recenzji.


The Mary Onettes — SWORN

Po jedenastoletniej przerwie wydawniczej na salony powrócili Szwedzi, prezentując swój piąty album — najbardziej złożony i dojrzały w dotychczasowym dorobku. The Mary Onettes to dream-/indie-popowy zespół, który towarzyszy mi od lat. Nie spodziewałem się nowości w 2025 roku, dlatego zostałem bardzo przyjemnie zaskoczony.

Rozmarzone, zdelayowane gitary, repetytywne partie rytmiczne i melancholijne wokale — wszystko niezwykle bliskie mojemu sercu.


Nourished by Time — The Passionate Ones

Po absolutnie doskonałym debiucie Erotic Probiotic 2 (2023) Marcus Elliot Brown, występujący jako Nourished by Time, wraca z nowym albumem. Ponownie zaskakuje pozornie niemożliwymi do współistnienia mieszankami R&B, alternatywnego rapu, elektroniki oraz synth-, dream- i bedroom-popu, zawieszonymi w estetyce lo-fi. Nieoczywiste kompozycje, nostalgiczne wokale, świetne instrumentalne wstawki, smutne tańce i transowość — to wspólne mianowniki obu albumów.

To niezależne, wręcz piwniczne granie (debiutancki materiał powstał dosłownie w piwnicy rodziców Marcusa), które kwestionuje utarte muzyczne schematy i otwiera głowy na coś zupełnie nowego. Miałem okazję zobaczyć Nourished by Time na OFF Festivalu — był to niezwykle energetyzujący koncert, mimo że zagrany „z dyskietki”. Potwierdził regułę, że artysta może zrobić pełne show, stojąc jedynie z laptopem na scenie. Bez dekoracji, fajerwerków i wybuchów — wystarczyła jego muzyczna opowieść.


Kasia Lins — Obywatelka KL

Jedno z największych zaskoczeń roku, szczególnie dla fana Republiki i twórczości (przedwcześnie nam zabranego) Grzegorza Ciechowskiego. Kasi Lins udało się tak bardzo zbliżyć do emocjonalnego i estetycznego charakteru Obywatela GC, że całkowicie kupiłem naturalność tego projektu. Zupełnie jakby była to kolejna płyta w dyskografii Republiki. Zaplanowana na 2026 rok trasa koncertowa będzie doskonałą okazją do pogłębienia tego doświadczenia.

Podczas Inside Seaside w 2024 roku zwróciłem uwagę, jak bliska twórczości Ciechowskiego była sceniczna kreacja Kasi Lins. Wydany blisko rok później singiel Śmierć w bikini tylko dopełnił to wyobrażenie i bardzo dobrze nastroił mnie na projekt Obywatelka KL. Nie zawiodłem się i nie mogę doczekać się koncertowego wydania.


Nightbus — Passenger

Kolejny znakomity debiut — tym razem trio z Manchesteru. Passenger to wypadkowa trip-hopu, elektroniki, post-punku oraz oczywiście nowofalowych i dream-popowych brzmień. Momentami zahaczamy o UK garage i gotyckie klimaty, tworząc unikalne, melancholijne połączenie nocnej podróży przez miasto.

Surowa, minimalistyczna baza wzbogacona jest przestrzennymi syntezatorami i gitarami, budując spójny, refleksyjnie-smutno-taneczny obraz.


Mac DeMarco — Guitar

Najnowszy album Maca DeMarco to wybór nieoczywisty, ale niezwykle istotny w kontekście. To delikatna, gitarowa opowieść — momentami zabawna, romantyczna i nostalgiczna. Kluczowe jest jednak uwolnienie się od muzycznych oczekiwań i branżowych zobowiązań. Mac konsekwentnie utwierdza nas w przekonaniu, że jest outsiderem — album powstał w zaledwie tydzień, wyprodukowany samodzielnie i wydany bez dodatkowego miksu oraz masteringu, w formie zarejestrowanych demówek ze szpul.

To płyta całkowicie oderwana od rynkowych oczekiwań, momentami monotonna i wymagająca, promowana wyłącznie własnymi działaniami i amatorskimi teledyskami nagranymi telefonem. Jednocześnie jest to album w pełni autorski — dokładnie taka opowieść, jaką Mac DeMarco chciał nam przedstawić: nieupiększona, nieskalkulowana marketingowo.


Saya Gray — Saya

Po pełnogrającym debiucie 19 Masters (2022) oraz dwóch EP-kach QWERTY (2023) i QWERTY II (2024) kanadyjska artystka Saya Gray wraca z nowym albumem. Przedstawia na nim alt-popową opowieść, swobodnie bawiąc się stylami narracji.

Od PUDDLE (OF ME) i H.B.W, przez 10 WAYS (TO LOSE A CROWN), aż po finałowe EXHAUST THE TOPIC — to przykłady, jak różnorodna może być muzyka w ramach jednej płyty. Saya prezentuje pełne spektrum alternatywnego spojrzenia na pop.


Arcade Fire — Pink Elephant

Arcade Fire to zespół wielu twarzy, a każde kolejne wydawnictwo odsłania inne oblicze. Pink Elephant jest intymną, wręcz introwertyczną podróżą złożoną z dziesięciu artrockowych utworów zawieszonych w alternatywno-surrealistycznym wymiarze. Momentami słychać tu echa twórczości Lou Reeda i The Velvet Underground (Pink Elephant, Year of the Snake, Ride or Die), innym razem producenckie inspiracje Jamesa Murphy’ego i LCD Soundsystem (Circle of Trust, I Love Her Shadow).

To album pozbawiony wyraźnych krawędzi — zdecydowanie wymagający odsłuchu w całości.


Still Blank — Still Blank

Kolejny porywający debiut w zestawieniu to Still Blank — duet hawajsko-manchesterski, powołany do życia w Liverpoolu w 2022 roku. Psychofolkowe, postpunkowe i shoegaze’owe brzmienia uchwycone na pierwszym pełnym albumie dosłownie wyrywają z butów. To kompletna, świadoma i ekstremalnie rytmiczna przeprawa przez abstrakcyjne, momentami rozmyte krajobrazy.

Otwierające What About Jane jest ostrożnym, być może celowo mylącym wprowadzeniem. Następujące Ain’t Quite Right wyznacza kierunek, po którym rozpoczyna się rozmarzona wycieczka. Odnajdziemy tu echa Slowdive, PJ Harvey i Radiohead. Płyta — jak każda w tym zestawieniu — wymaga odsłuchu w całości. To kosmicznie dobry debiut, napawający optymizmem.


Curtis Harding — Departures & Arrivals: Adventures of Captain Curt

Curtis Harding powraca ze swoim soul’n’rockowym brzmieniem — gitarowym soulem, R&B i blues-rockiem, poruszającym się na granicy oldschoolowej psychodelii. Podobnie brzmi jego najnowszy album, stylistycznie nawiązujący do świetnego If Words Were Flowers (2021). Departures & Arrivals to funky, groovy, galaktyczna podróż — idealna jako płyta tła czy do wieczornego leżakowania na kanapie.

Nie ukrywam jednak, że najlepiej słucha mi się Curtisa podczas jazdy po zakorkowanym Krakowie — łagodzi obyczaje, luzuje śrubki i wrzuca na luz.