Ewa Koc – Nie ma lepszego świata niż ten [recenzja]
Poznajcie Ewę Koc i „jej” debiutancki album „Nie ma lepszego świata niż ten”. o pierwsze wydawnictwo supergrupy, na czele której stoją Błażej Król i Dawid Tyszkowski – duet, który totalnie zawrócił mi w głowie już od pierwszego kontaktu w Poznaniu. Ale zacznijmy od początku. O co chodzi z Ewą Koc?
Król, Tyszkowski, Pater, Staruszkiewicz i Topa, czyli Ewa Koc
Artystyczne wcielenia to nic nowego. Mój idol, Grzegorz Ciechowski, również posługiwał się imieniem Ewa Omernik. Jednak Grzesiek chował się pod tą kreacją. Tyszkowski z Królem dumnie obwieścili podczas poznańskiego Next Fest: „Jesteśmy Ewa Koc”. Maskarada upadła, tajemnica odwołana, zanim miała okazję sekretem się stać. Dlaczego Ewa Koc? Bo powołana do życia została w studiu w Kocewce. Żart godny scenicznych wygłupów Króla.
Początkowo planowany jeden wspólny utwór zaowocował powołaniem grupy i zarejestrowaniem 11 autorskich kompozycji utrzymanych w stylistyce alternatywnego rocka przełomu XX i XXI wieku, które składają się na 41 minut polskojęzycznego materiału.
Do tego typu projektów podchodzę z pewną rezerwą – głównie za sprawą zbyt produktowego podejścia Męskiego Grania, które przyzwyczaiło nas do „mniej standardowych konfiguracji i dźwięków adaptacji”. Szczególnie nieprzyjemnie odbija mi się pomysł Herbuta, aby zabrać się za repertuar Grechuty. Wyszło źle, a wrażliwość i poetyckość zostały zastąpione wokalną akrobacją. Bliżej do cyrku niż koncertu.
W przypadku „Nie ma lepszego świata niż ten” panowie Król, Tyszkowski, Pater, Staruszkiewicz i Topa zapewnili nam kawałek świetnego grania. Takiego, którego w mainstreamowej polskiej muzyce nie słyszałem od bardzo dawna. No to jak brzmi Ewa Koc i o co chodzi z tym lepszym światem?
Radiohead? Pixies? Buckley? Surowo, na żywo, na setkę.
Ewa Koc brzmi inaczej niż to, co radiowa muzyka serwuje nam na przestrzeni ostatnich lat. Porównanie do gigantów lat 90. nie jest bezpodstawne. Album zarejestrowano w całości analogowo, nadając kompozycjom organiczny charakter. Słuchając tego krążka po raz pierwszy, nie byłem tego świadom. Gdy wczytałem się w szczegóły produkcji, poczułem gęsią skórkę i fascynację – to tak nadal można? Można, jeszcze jak!
W dobie cyfryzacji, w tym również dźwięków, praca na żywej materii wydaje się być szalona, a przy tym ekscytująca. Może właśnie rozleniwieni (i znudzeni) przez generyczne treści zaczynamy szukać rozwiązań trudniejszych, bardziej wymagających, ale też ludzkich – gdzie sztuczna inteligencja nie ma wstępu. Rozwiązań kreatywnych. Można nawet napawać się pewnym optymizmem, który daje nadzieję, że nie ma lepszego świata niż ten.


Ja i Ty: zabierz mnie, coraz dalej od siebie, ostatnie spotkanie.
Podczas premierowego występu w Poznaniu zostaliśmy zmiażdżeni. Energia bijąca ze sceny była powalająca – nie tylko za sprawą ściany dźwięków, ale również uśmiechów wymienianych przez muzyków. Ewa Koc sprawiała im frajdę i myślę, że tę frajdę poczuliśmy również my. Król i Tyszkowski wypytywali, który numer jest najlepszy, a tłum nagradzał ich oklaskami. Wybierali single, które następnego dnia mieli jechać nagrywać. Udało się. Płyta brzmi kompletnie, angażująco, buja i budzi potrzebę koncertowych doświadczeń. Sukces na pełnej.
Ciężko wybrać najlepsze numery. Wręcz mam poczucie, że płyta musi grać od początku do końca, koncepcyjnie (bo słowa nie działają jak dawniej). Podróż otwiera „Autopilot” – oddajemy się bezwarunkowo, teraz jesteśmy prowadzeni. Po drugim razie znałem tekst, po trzecim grałem na powietrznej gitarze (musisz przeżyć, musisz sam to przeżyć).
Na autopilocie, na jednym silniku i do tego na oparach.
Wiem, wiem – miałem z głową zapytać. Odczekać chwilę, przespać się z tym.
Jak często działamy w tym trybie autopilota? Zmęczeni, zobowiązani, przytłoczeni, zagłuszeni, pośpieszni.
Wiem, wiem, miałem liczyć na siebie. Nie zwierzać byle komu.
Jak często pozostajemy sami sobie winni, niesłyszani? Pomimo wszystko nie ma lepszego świata niż ten. Pomimo tego, że niebezpiecznie blisko podlatujesz i brakuje powietrza. Teksty, zupełnie jak do tego Król zdążył nas przyzwyczaić, balansują na pograniczu absurdu, poetyckości i wieloznaczności.
Coraz dalej od siebie
Kilka słów, które mówią o mnie już wszystko.
11 utworów, 41 minut
Przewodnim motywem albumu jest gitarowe granie. Momentami zahaczamy o grungowe brzmienia („Coraz dalej od siebie”), alt-rockowe, bliskie Radiohead („Chmaragoni” czy tytułowe „Nie ma lepszego świata niż ten”). O ile twórczość Dawida Tyszkowskiego jest dla mnie wciąż nowością, o tyle w „Ostatnim spotkaniu” bardzo czuć ducha twórczości Błażeja Króla. Dialog bohaterów, groovy bas. To nie tylko doskonałe brzmienie duetu, żywe instrumenty i rockowa energia uchwycona na nagraniach. To zgranie całego zespołu, którego efektem jest wydawnictwo absolutnie wyjątkowe.
Mam ogromną nadzieję, że to nie będzie ostatnie spotkanie panów i jeszcze wiele dobrego na nas czeka. Cóż pozostaje, jeśli nie wierzyć, że będzie pięknie? W końcu nie ma lepszego świata niż ten.