Mlecze – Nie muszę mieć nic

2026-06-25 Witek Bartula

Wiecie o czym pomyślałem gdy odpaliłem nowy singiel Mleczy, a utwór stopniowo dochodził do refrenu? O TYM. I w zasadzie mógłbym w tym momencie zakończyć pisanie, bo porównanie Mleczy do Kendricka jest totalnie absurdalne, a jednak po przesłuchaniu „PRIDE”, mówi wszystko. Nic jednak nie poradzę na to, że brzmienie gitary, skale, melodie i ciąg akordów zlewają się w odbicie jednego z moich ulubionych utworów K.Dota. Pewnie to kwestia przypadku, ale tego po prostu nie da się nie usłyszeć.

Odkładając Compton na bok, można śmiało powiedzieć, że jest to jeden z lepszych utworów Mleczy. Wpływa na to przede wszystkim charakter refrenu, jego melodyjność oraz fakt, że zwrotki pozostają raczej schowane i niewinne, dzięki czemu niespodziewane rozwiązania harmoniczne w refrenie skutecznie przykuwają uwagę. Podobnie jak w kilku innych utworach zespołu, brzmienie gitar opiera się na chorusie, a tu z kolei wyraźnie słychać konsekwentną inspirację Maciem DeMarco.

Zresztą już w notatce prasowej zespół informuje, że „Nie muszę mieć nic” jest stylistycznie bliskie ich debiutowi i należy do najstarszych kompozycji z nadchodzącego albumu. Jeśli tak, to szczerze jestem ciekaw, jak zabrzmi przyszłość Mleczy i w jakim kierunku zespół nas zabierze. A może przywołanie Kendricka wcale nie jest przypadkowe i na albumie usłyszymy kalifornijski rap?