LUNAMË – Elekrolit

2026-06-24 Michał Kołodziej

Gdybym miał porównać brzmienie zespołu do czegokolwiek, to przychodzi na myśl Petter Eldh, szczególnie w estetyce znanej z Project: Drums Vol. 1. Syntezatory oraz charakterystyczne brzmienie saksofonu od razu budują wyraźny, lekko surowy, ale precyzyjnie zaprojektowany klimat. Motyw melodyczny pozostaje nieoczywisty i momentami zahacza o folkowy idiom, jakby był przefiltrowaną przez współczesną produkcję wersją czegoś tradycyjnego. Jednocześnie nie traci swojej spójności ani wyraźnej tożsamości, tylko konsekwentnie powraca i porządkuje całą narrację brzmieniową utworu. W efekcie powstaje wrażenie muzyki, która balansuje między eksperymentem a kontrolą, nie rezygnując z żadnej z tych stron.

Perkusja pełni tu kluczową funkcję. Jest bardzo dynamiczna i precyzyjnie osadzona w gęstym gridzie rytmicznym, który nadaje utworowi wyraźny, niemal mechaniczny puls. Ten rytm nie tylko napędza całość, ale też spina jej strukturę i porządkuje rozwój kolejnych warstw. Dzięki temu kompozycja utrzymuje wyraźnie zapętlony, konsekwentny charakter, który działa jak stały punkt odniesienia dla pozostałych elementów. Instrumentacja nie rozlewa się w żadnym kierunku, tylko stopniowo i świadomie buduje napięcie, utrzymując słuchacza w stanie ciągłego, kontrolowanego ruchu.

Ważnym elementem utworu jest także Jakub Jan Bryndal. Artysta wnosi do kompozycji wyraźny narracyjny ciężar oraz bardzo rytmiczne podejście do słowa, które dobrze współpracuje z uporządkowaną strukturą instrumentalną zespołu. Jego frazowanie jest precyzyjne, ale jednocześnie pozostawia przestrzeń dla naturalnego przepływu energii między wokalem a instrumentami. Bryndal świadomie korzysta z kontrastu między zwartą, rapową rytmiką a płynną, jazzową harmonią tła, dzięki czemu jego obecność nie sprawia wrażenia dogranego „featu”. Wręcz przeciwnie — staje się integralnym elementem całej konstrukcji utworu. Nie bez znaczenia pozostaje też jego doświadczenie we współpracy z artystami z różnych środowisk, w tym m.in. z Łona, co wyraźnie słychać w swobodzie, z jaką porusza się po tej stylistyce

Elektrolit” działa najlepiej wtedy, gdy traktuje jazz i hip-hop jako jeden wspólny organizm, a nie dwa oddzielne światy zestawione ze sobą na zasadzie kontrastu. LUNAMË buduje tu spójną, zapętloną strukturę dźwiękową, w której każdy element — od perkusji, przez syntezatory i saksofon, aż po rapową narrację — ma swoje konkretne miejsce i funkcję. Nic nie dominuje przesadnie, ale też nic nie pozostaje wyłącznie tłem. Dzięki temu utwór nie rozmywa się stylistycznie ani nie sprawia wrażenia przypadkowej fuzji gatunków. Zamiast tego konsekwentnie rozwija własny, rozpoznawalny język oparty na rytmie, repetycji i świadomie budowanym napięciu.