Intencjonalne spotkania i przypadkowe rozmowy. Popołudniowa kawa i wieczorne piwo. Live set zakończony zakupem płyty winylowej. Plakat kupiony w prezencie na parapetówkę.
Określony azymut i znany kierunek, bo wiemy, gdzie chcemy szukać — nie wiemy jeszcze, czego szukamy. Stąd spontaniczność w poszukiwaniach. Taka jest dla mnie ulica Józefa, która w swojej pstrokatości i krzywiźnie ścian mówi o tym, że codzienność może mieszać się z abstrakcją. Nawet jeśli jest już opatrzona, poniekąd instagramowa, wciąż pozostaje przestrzenią stwarzającą okazję do interakcji — w rozmowie, muzyce, kawie, sztuce.
Scenka rodzajowa pt.: „Porozumienie na dwa papierosy w bramie”. Ustawka na winku z Bożego Ciała — będziemy szukać szczęścia, choć jeszcze nie wiemy gdzie. Trafimy wtedy do Eszewerii; na drzwiach wisi grafika z wizerunkiem Boba („Have you seen this man?”). Rozpoczynamy rozmowę o Miasteczku Twin Peaks, a kadzidła zapraszają do środka. Tak zaczyna się nasz wieczór. Ktoś kupuje lody na rogu, ktoś zatrzymuje się przy ścianie, zapatrzony w street art — może nawet chciałby chwycić za pędzel albo sprej i dopełnić dzieła.
Podpisz petycję i zadbaj o to, by Józefa i Bożego Ciała pozostały naszą przestrzenią niż kolejną odpowiedzią na kalkulacje rentowności inwestycyjnej. Podpisz petycję, jeśli wierzysz, że miasto jest dla nas — mieszkańców, którzy w ramach ulic, przecznic, knajpek, lokali, domów kultury, piwnic, dachów i mieszkań tworzą coś, co chcielibyśmy nazwać sztuką.







