Ostatni raz poczułem to bardzo wyraźnie na przełomie 2025 i 2026 roku, na sylwestrze spędzonym z przyjaciółmi w Beskidach – bez zasięgu, bez streamingu, z radiem puszczanym w starym magnetofonie. Planszówki, wspólne gotowanie, długie rozmowy i muzyka, której nie dało się pominąć jednym kliknięciem. Paradoksalnie to właśnie brak wyboru uruchomił w nas wszystkich silne poczucie tęsknoty. Za czasem, w którym tak wyglądała codzienność.
Powrót do rzeczywistości nie przyniósł okropnej bolączki i narzekania na rzeczywistość, ale jak nigdy nostalgiczny boom (w świecie bycia ciągle online) nie był chyba tak podsycany, nawet przez te mainstreamowe media jak dziś. Nie minął jeszcze miesiąc nowego roku, a ja osobiście zdążyłem już przyjąć, przemielić i poczuć uczucie mdłości na myśl o trendzie, że mamy obecnie nowy 2016 rok.
Był to rok wielu kamieni milowych w muzyce popularnej, z którymi nie do końca się utożsamiam, więc pisać o nich nie zamierzam. Z tego roku na dobre pozostają ze mną za to moje małe muzyczne guilty pleasure które zrodziły się przez mocną ekspozycje na te dwa utwory. Rihanna i jej Love on the brain i Alle Farben – Please Tell Rosie, które wryły mi się w głowę dzięki sezonowej pracy w Niemczech. Dwa miesiące pracy w pięknej letniej pogodzie, owocowe sady, zapach czereśni i 9 godzin pośród natury i cichej zgody na puszczanie niemieckich stacji radiowych z auta dostawczego. Stacje co 2-3 godziny zapętlały swoje playlisty. Te dwa utwory na falach radiowych dawały mi małe poczucie ciepła, nadziei, ze ta monotonia, której tak bardzo nie lubię niebawem się skończy. Tęskniłem już za swoim domem i swoją codziennością. Myśli moje wędrowały często po dwie rzeczy – kiedy będę miał normalny zasięg w telefonie i laptopie wieczorami oraz dlaczego nie zabrałem ze sobą z Polski wygodnych słuchawek, którymi mógłbym eksplorować cotygodniowe nowości i słuchać swojej muzyki odcinając się jednocześnie od rzeczy których niekoniecznie chce słuchać.
Dziś co dwa dni marzę podskórnie o rzuceniu telefonu w kąt, jednocześnie pisząc artykuł i scenariusz do kolejnego odcinka podcastu.
Był to też rok, w którym wiedziałem, że nie zwiąże przyszłości z wybranymi studiami, a swoje życie w dużej mierze chce ukierunkować w stronę audio i muzyki na tyle na ile będę mógł sobie pozwolić.
Zagłębiając się dalej w 2016 rok. Pomijając całą modę i wielkie wydarzenia w świecie muzyki i kultury wydaje się to być rok jeszcze względnej równowagi. Słuchałem muzyki wolniej. Kształtował się mocniej mój gust muzyczny. O ile mnie pamięć nie myli – nie licząc YouTube – to był rok kiedy założyłem konto na swoim pierwszym streamingu jakim był Deezer (czy znajdę osobę która też z niego korzystała?!). Czułem większe, nieświadome poczucie wyboru. Playlisty były inspiracją od innych użytkowników a nie narzuconą wolą korporacji. Poznawanie nowej muzyki było przyjemnością, a nie obawą przed natrafieniem na AI slop. Dużo słuchałem wtedy Radio ZET Chilli, gdzie po kilku latach słuchania EDM techno i elektroniki zacząłem eksplorować kolejne zakamarki muzycznego świata, które powoli kierunkowały mnie w stronę wolniejszych klimatów.
Był to rok który wyznaczył wiele kierunków w branży audio. Apple uśmiercając gniazda jack w iPhone 7 zmusiło nas do korzystania z przejściówek lub słuchawek na Bluetooth (mnie nie zmusiło aż tak szybko – jako wierny androidowiec cieszyłem się tym wejściem do 2023 w modelach posiadanych telefonów). Był to sprytny zabieg, gdyż jednocześnie świat usłyszał o AirPodsach, które do dziś są dla niektórych jak element ubioru czy element zestawu portfel – klucze – telefon.
2016 był także pierwszym w historii w którym to przychody ze streamingów stały się głównym źródłem zysków dla branży muzycznej, wyprzedzając sprzedaż tą fizyczną i cyfrową plików mp3.
Kto wie, czy standard aktywnego wygłuszania wprowadzony przez Bose QuietComfort, których premiera przypada także na 2016 nie zwiastował nadchodzącej rosnącej potrzeby społecznej izolacji od dźwięków. To także rok, w którym PKP wprowadziło pilotażowo Strefę Ciszy do swoich składów!
Ten rok mógł być jednym z ostatnich w którym technologia nie dominowała całkowicie nad doświadczeniem słuchania. Gdy muzyka nie była jeszcze treścią. Ciągle rosnąca sprzedaż płyt winylowych nie zwiastowała, że dojdziemy do momentu w którym dziś wielu z nas zastanawia się na jaki streaming się przerzucić i czy w ogóle warto jeszcze z nich korzystać. Coraz częściej wracam do tamtych rytuałów i decyduje się na słuchanie całych albumów, ciszy między utworami, świadomego wyboru i przede wszystkim większej uważności. Mimo wszystko technologia daje nam cudowne narzędzia do eksploracji świata.
Nie dziwi zatem fakt, że trend powrotu do 2016 roku tak zdominował obecny świat cyfrowy. Ale czy zdominuje też ten analogowy? I czy do cholery nie dzieje się to za szybko? Czy za pół roku ktokolwiek będzie pamiętał o tych wspominkach, gdzie społeczeństwo będzie przesycone nawet samym wspominaniem? Miał być to powrót do uważności, większej wolności i równowagi cyfrowej a dostajemy cyfrowego Uroborosa. Mi pozostaje wspominać, dlaczego przestałem lubić czereśnie nucąc Music Is My Best Friend.
Jeśli jesteś ciekawx czym dla nas jest nostalgia i dlaczego jest tak ważna dla naszej kultury, zapraszam do słuchania podcastu AUDIOLUKA. W odcinku opowiadam dlaczego muzyka ma wyjątkową zdolność cofania nas w czasie, jak powstaje nostalgia autobiograficzna i wspólnotowa, oraz czemu w świecie algorytmów i nadmiaru bodźców tak chętnie wracamy do znanych brzmień.