When I get to the club I wanna see that club stage made by @fos.design – Charli XCX (probably)
Światła zgasły, kurz opadł, a tegoroczna edycja festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice dobiegła końca. Ale jak powidoki po słońcu, w głowie nadal tkwią mi błyski, kolory i wizualizacje, które fantastycznie towarzyszyły elektronicznym brzmieniom. To nie pierwszy raz, kiedy TNMK oferuje nam świetne doświadczenie audio-wizualne, jednak dla mnie był to debiut (tak, wiem, wstyd), podczas którego Club Stage skradło me serce tak bardzo, że myślami dalej pląsam się po parkiecie grubo po porze spania.
Mamo, możemy do Berlina?? Nie, mamy Berlin w domu.
Instalacje, projekcje świetle czy też inne formy ekspresji wizualnej można było doświadczać na kilku scenach. Jednakże najbardziej immersyjne doznania czekały (moim zdaniem) na scenie klubowej, która przeznaczona była nie dla headlinerów festiwalu, a niemal nieprzerwanych DJ setów. W ciemnej hali nad osobą DJską wyrastała wielka (a dla jamników olbrzymia) instalacja przypominająca otwartą klatkę czy wireframeową scenografię z Trona. W środku (tejże klatki) krył się panoramiczny, meshowy ekran, który swą fakturą idealnie dopełniał wszelkie glitchowe animacje- a było ich niemało!

Z moich obserwacji 3 elementy wpływały na finalny obraz tej sceny- ekran, klatka, oraz reflektory. Wszystkie kontrolowane niezależnie, jednak spójnie zgrane pod batutą ekipy VJskiej. Od samego wejścia na halę imponowała skala instalacji (wysoka na około 10 metrów czy mniej więcej 2,5 Opla Astry), a także sam jej kształt, a może raczej głębia, którą uzyskano przez (niewątpliwie niełatwe pod względem technicznym) dodanie sufitu do dwóch przylegających do siebie ścian. LEDowe stripy, które tworzyły całą konstrukcję, kontrolowane były w różny sposób, jak choćby noise, wzory i gradienty czy po prostu punktowo rozświetlając się na ułamek sekundy. Skryty wewnątrz ekran zwykle przywodził na myśl efekt glitchów, być może ze względu na jego szorstką powierzchnię, nieco przypominającą stary, analogowy wyświetlacz. I w końcu akcent, to znaczy reflektory. O ich znaczeniu nie można zapomnieć.
Last, but not least– otwierający Manoid Live AV był być może najlepszą prezentacją możliwości technologicznych oraz kreatywności ekipy. Elementem wyróżniającym ten koncert na tle pozostałych, była audioreaktywność wizualizacji, które były już nie tylko elementem dekoracyjnym, lecz odgrywały równie kluczową rolę w opowiadaniu historii. Czasami prezentowane były patterny, geometryczne kształty, innym razem niemal wchodziliśmy do środka kabla elektrycznego, by skończyć na spokojnie, z płynącą meduzą w oceanie rozproszonego światła.
Tauron Nowa Muzyka – do zobaczenia za rok, zdecydowanie.