Epicki wrzesień w Łodzi – Great September 2026 [relacja]

2026-09-14 Michał Sagucki

Great September Showcase Festival & Conference 2026 uszami Kakofonii

Nie tylko jabłka, gruszki, śliwki i marchewki. Wrzesień to również czas zbiorów nowych muzycznych odkryć, których dane było posłuchać podczas Great September Showcase Festival & Conference w Łodzi. Chciałbym zaznaczyć na wstępie, że tegoroczna edycja była bardzo owocna, a konsekwencją tego urodzaju jest głowa pełna dźwięków, powiększona fonoteka oraz (niestety) uczucie niemożności usłyszenia wszystkiego. Taki to już urok formuły showcase’owej, podczas której czasami na złamanie karku biega się od sceny do sceny, od klubu do klubu. Ale czego się nie robi dla muzyki?

Komentarz podzieliłem na dwie sekcje: muzyka i artyści (tj. dźwięki) oraz organizacja, konferencja i wydarzenia towarzyszące (tj. przestrzeń). Przedstawiam kakofoniczny przegląd owoców zebranych podczas Great September Showcase Festival & Conference 2026.

Dźwięki Great September 2026

Kilkadziesiąt koncertów rozproszonych po lokalach, klubach, kawiarniach i pubach wzdłuż ulicy Piotrkowskiej. Dość szybko utrwala się poczucie, że zewsząd gra muzyka, że Łódź to miasto grajków i muzyków, artystek i performerów. Wielkie dźwięki wielkiego września. 

Dla niezaznajomionych z formatem showcase’owym tylko dodam, że koncerty mają krótszą formę (około 30 minut), a wydarzenie w dużym stopniu kierowane jest do przedstawicieli branży: muzyków, producentów, realizatorów dźwięku, dziennikarzy, labeli, fundacji wspierających twórczość, bookerów itd. Co warto zaznaczyć, osób spoza branży podczas tegorocznej edycji było sporo – festiwal zyskuje na rozpoznawalności nie tylko wśród artystycznego podwórka, ale również wśród entuzjastów nowości i niezalu czy mieszkańców, którzy ciekawi byli tego, co jest grane w ich mieście.

Organizatorzy przygotowali również większe nazwiska, w tym takie z zagranicy. Zacznijmy jednak lokalnie – od naszych odkryć z rodzimego podwórka.

Od brzmień gitarowych i surowych (BURN TV, Wilgoć), przez agresywno-emocjonalne (Kuba Folwarczny, Torschlusspanik), dreamy/shoegaze’owe (Lunar Trips, Szlugazer), po pozytywnie bujające (Eva Aksamit, KIKIBUBA, Ciepłe Brejki). Nie zabrakło „młodego polskiego jazzu” w świeżym wydaniu – usłyszeliśmy Błoto z transową elektroniką od Ion Dewa Bem, a Marysia przypomniała nam teksty z Jezus Maria Peszek w towarzystwie Hoshii. YANA zabrała nas w piękną, transcendentną podróż poprzez abstrakcyjne pejzaże dźwiękowe. Natomiast Banda Debili rozbawiła nas, doprowadzając tanecznym bitem wszystko do granic absurdu. Na lżejsze i bardziej akustyczne aranżacje zarezerwowano przestrzeń kawiarni Pan Tu Nie Stał, gdzie trafiliśmy na YULKĘ i KNEDLOVE.

Grało bardzo dużo i było to bardzo, bardzo dobre. Polski niezal jest w świetnej kondycji, a świadczy o tym szeroki wachlarz dźwięków – odważnych, ciekawych, intrygujących, tanecznych. Chciałoby się móc zaopiekować tymi wszystkimi artystami i zespołami, aby mogli wybrzmieć szerzej i głośniej. Mam nadzieję, że będziemy się spotykać na scenie coraz częściej!

Szczególnie chciałbym wyróżnić występy artystów i artystek, których sceniczny performance, zaangażowanie i – przede wszystkim – muzyka wywołały poruszenie i dalsze dyskusje.

Jedną z najczęściej powtarzających się nazw były już wspomniane Ciepłe Brejki, których występ totalnie nas rozbujał, uśmiechnął i rozśpiewał (goodbye, blind Gienia!). Chłopaki mają kozacką energię i chciałoby się życzyć im więcej muzyków na scenie, bo nawijkę i pomysł mają już absolutnie doskonałe.

Skoro już o śpiewaniu na scenie mowa, chciałbym wspomnieć o występie Ewy i towarzyszących jej muzyków. Pochodząca ze Śląska Eva Aksamit jest petardą – i mam na myśli wokal, sceniczną energię, tańce, żart, a wszystko to w towarzystwie chwytliwych pop-soulowych kompozycji z zaczepną gitarą i tanecznym groovem.

Wielkim zaskoczeniem był Kuba Folwarczny, który hipnotyzował swoim spojrzeniem i agresywnymi, gitarowymi kompozycjami. Momentami zahaczał o grungowe rewiry, choć brzmieniowo bliżej było mu do surowości i emocjonalnego zrzutu ze Sketches for My Sweetheart the Drunk Jeffa Buckleya – co znaczy tyle, że byłem pod gigantycznym wrażeniem. Czekam na debiutancką płytę, która produkowana jest wspólnie z Marcinem Paterem.

Chciałbym też wyróżnić fenomenalny występ SIEKIRKA X SHAIBA, których show trudno uchwycić jednym wspólnym mianownikiem. Było bujająco, było absurdalnie, była gra słów. Trochę klubowej energii, trochę rapu, a trochę alt-popu. Siekirka brzmi i tańczy świetnie, a scena Great September była zdecydowanie za mała na takie wygibasy. Gościnnym występ Mariana Lichtmana zespół przybił gwoździa sukcesu. 

Każdego dnia dane nam było spotkać się z artystami z selekcji OFF Festivalu. Nie ukrywam – każda z tych nazw była bardzo wyczekiwana i, nie przedłużając, koncerty były doskonałe. Otrzymaliśmy zupełnie różne dawki dźwięków i emocji. Los Bitchos rozgrzały parkiet egzotycznymi rytmami asystowanymi przez funky groove i charakterystyczne psychodeliczne gitary, które są mi szczególnie bliskie. Lekko rozmyte brzmienie, latynosko-rockowe riffy i rytmika inspirowana kolumbijskim folkiem – wszystko to złożyło się na niezwykle taneczną mieszankę.

Zupełnie w inny obszar emocjonalny zostaliśmy przeniesieni następnego dnia, kiedy podczas koncertu Irlandczyków zostaliśmy doprowadzeni do łez. Dove Ellies to jeden z najlepszych koncertów, na jakich przyszło mi być w tym roku. Brzmienia zahaczające o Jeffa Buckleya i Geese zostaną ze mną na długo, a płyta Blizzard zagości na stałe w moich głośnikach. Warto jednak podkreślić złożoność kompozycji w koncertowych aranżacjach – momentami przepadałem w bezdennym tunelu dźwięków, bezgranicznie oczarowany chłopcem z gitarą (czasami siadającym do pianina) i anielskim głosem. Mam nadzieję, że z Dove Elliesem jeszcze się spotkamy.

Zagraniczną selekcję OFF Festivalu, a tym samym cały Great September, zamknął wyczekiwany ATA KAK. Yaw Atta-Owusu przywiózł nam z Ghany wszystko, co najlepsze powstało pod jego pseudonimem artystycznym, w tym „Obaa Sima”. Lo-fi’owe, a przy tym highlife’owe brzmienie znane z wydawnictw z lat 90. wybrzmiało na scenie z taką samą funky energią, pomimo tego, że ATA KAK ma już 65 lat. Muzyk tańczył, rapował i czarował, rzucając co chwila żarciki. Zapętlony beat, radość płynąca ze sceny i nurkujący w tłumie basista doprowadziły do dzikich tańców całej publiczności. Koncert ATA KAK sprzed 10 lat na OFF-ie uchodzi za legendarny. Teraz mieliśmy okazję przekonać się, dlaczego tak faktycznie było.

Life-changing experience.

Przestrzeń Great September 2026

Mam wrażenie, że wrześniowa Łódź jest stworzona do takich wydarzeń. Trochę w żartach, a trochę na poważnie, nakładały się na siebie europejskie skojarzenia: trochę nowojorsko, trochę parysko, trochę berlińsko, a kiedy tańce wylały się na podwórko przy Klubie Łódź Kaliska, poczuliśmy się jak w Rio. Ale to była ciągle Łódź, której centralne położenie w Polsce oraz zagęszczenie fajnych przestrzeni koncertowych wzdłuż Piotrkowskiej okazują się strzałem w dziesiątkę dla formatu showcase’owego.

W ramach festiwalu przeprowadzono konferencje i rozmowy (tzw. Great Talks/Great Story), w tym m.in. o strategiach sprzedażowych wydarzeń muzycznych czy „walce z algorytmami” i rebrandingu nazwy vgtbl.pl. Przygotowano warsztaty dla przedstawicieli branży, a nawet dane nam było spotkać się na wspólnym śniadaniu, podczas którego mieliśmy okazję złapać kontakty do muzycznych zajawkowiczów. Jedna z najfajniejszych form integracji – rozmowy przy kawie i rogaliku!

Jako osoby zaproszone na Great September czuliśmy się dobrze zaopiekowani. To, co warto byłoby poprawić w przyszłych edycjach, to oznaczenie niektórych lokali – brakowało czytelniejszej informacji, gdzie i co się dzieje, zwłaszcza że aplikacja mobilna bywała kapryśna.

Na wielki plus uznaliśmy pomysł powtórzenia niektórych koncertów. Część artystów miała okazję zagrać ponownie w furgonetce Great September (znanej z OFF-a) na placu przy Piotrkowskiej, w formie bezpłatnych, otwartych koncertów. Dzięki temu można było nadrobić koncerty, na które nie zdążyło się wcześniejszego dnia, a przy tym artyści mogli zaprezentować się szerszej, w tym pozafestiwalowej, publiczności.

Dziękuję w imieniu całej redakcji Kakofonia.art za zaproszenie i możliwość współtworzenia oraz uczestnictwa w Great September Showcase Festival & Conference 2026. To była super zabawa, świetna muzyka i cudowni ludzie, których udało nam się spotkać – a z wieloma z nich przyjdzie nam jeszcze współpracować przy tworzeniu wspaniałych rzeczy.

Mam nadzieję: do zobaczenia w przyszłym roku w Łodzi!