Powroty bywają dobre. SPOIWO znów na scenie.[ROZMOWA]

2026-04-15 Łukasz Łukasik

SPOIWO to kolektyw z Gdańska tworzący muzykę na pograniczu takich gatunków jak: post-rock, shoegaze, elektronika, modern classical czy muzyka filmowa. Fascynacja kinem widoczna jest nie tylko w warstwie muzycznej, ale także wizualnej, co udowodnili podczas ostatniej trasy koncertowej. Po kilku latach zespół powrócił na scenę promującą album „Martial Hearts” wydany w 2021 roku.

Swoją trasę chłopaki zakończyli w swoich rodzinnych stronach – Gdańsku, gdzie podczas showcaes’owego festiwalu SEA YOU wystąpili w murach Teatru Szekspirowskiego. To tu udało mi się poznać i złapać Piotra Gierzyńskiego na krótką rozmowę, który podzielił się z nami przemyśleniami jakie towarzyszyły chłopakom od powrotu do grania.

Wiesz że ja nie przepadam w ogóle za wywiadami?

Dziękuję ci zatem, że się zgodziłeś ze mną porozmawiać. Szczęściarz ze mnie!

Ależ to złe rozpoczęcie! Wracając do mojej myśli i naszej rozmowy o kondycji dzisiejszych mediów sprzed nagrania. Idąc za moim ukochanym profesorem epistemologii – on nie lubi egzaminów, bo nie lubi zadawać pytań, na które zna odpowiedzi. I rzeczywiście bywa tak, że widzisz, że te wywiady ktoś robi, bo ma etat, bo musi to zrobić. Staram się sympatyzować z tym i zrozumieć. Ale brakuje mi takich konfrontacji na różnych polach. Brakuje, chociaż wiem że są takie osoby, które cię konfrontują, stawiają w niewygodzie, spowodują, że wychodzisz z tego wywiadu i czujesz się przesunięty w strefę, która jest ci obca.
I nie chcę twierdzić, że to zawsze powinno tak wyglądać.

Nie wiem na ile cię dzisiaj skonfrontuję z rzeczywistością. Zaprosiłem cię dziś do rozmowy, bo przede wszystkim chciałbym cię poznać. Przedstawić naszej społeczności i porozmawiać o waszym powrocie jako Spoiwo. Więc zacznę od banalnego pytania. Wróciliście po dość długiej przerwie do grania – jak się z tym czujecie?

Było wiele obaw z tym związanych. Trochę obawy wywołane ciężarem historii zespołu, który spoczywa na barkach. Trochę to, czy on w składzie trzyosobowym – gdzie w swoim prime ten zespół miał sześć osób – jest w stanie dokonać translacji idei, esencji tego czym jest nasza muzyka. Obawialiśmy się i nadal obawiamy jak ludzie na to będą patrzyli. Pomimo tego, że starasz się pozbyć tej myśli, to ona w tobie jest.

Czuję, że mi się tej oceny obawialiśmy. Po tej trasie mogę stwierdzić, że obawialiśmy się niepotrzebnie. Dużo było w nas myśli o tym, że jeżeli zespół, który jest w pewnej niszy, zespół gatunkowy, wypada z obiegu, to nie wiadomo w sumie w jakim punkcie on jest. Nie jesteś w stanie tego przewidzieć. Mogło się okazać, że pojedziemy na trasę i będziemy grać do pustych sal. Tych scenariuszy negatywnych było sporo. Czy ludzie na przykład po prostu stwierdzą – ok, to nie jest ten zespół, który znaliśmy, my tego obecnego już nie akceptujemy. Okazało się, że żaden ze scenariuszy się nie sprawdził.

Mam poczucie, że wręcz przeciwnie. Spotykając ludzi którzy byli na koncertach podczas waszej obecnej trasy, bardzo ciepło o was mówili.

Jesteśmy za to bardzo wdzięczni. Nie chcę dzisiaj mówić w sposób, który mógłby dotknąć osoby, które były wcześniej w tym zespole, ale słyszeliśmy wiele głosów, że to jest bardzo dobra inkarnacja naszego projektu. Więc ja czuję obecnie większą pewność co do intuicji i woli. W końcu pozwalam sobie utwierdzić się, że ta miłość do tego co robimy nie jest ślepa . Że ona ma solidne fundamenty, które są obiektywne i dobrze utwierdzone.

My też staramy się zawsze walcować to na różne możliwe sposoby. Nie tylko to, jak my to odbieramy i czujemy, ale jaki to powinno dawać efekt i czy to co robimy jako zespół trafia w ten efekt. Bo tu nie chodzi tylko o to, żebyśmy wyszli na scenę i dobrze się bawili. Jeżeli mamy pewną historię do opowiedzenia, chcemy, żeby była jak najlepiej zrozumiana, żeby ten język był komunikatywny. Mam wrażenie, że te nasze zabiegi służące do tego, żeby ta komunikacja była klarowna – nawet jeżeli forma się zmienia, niektóre z tych środków narracyjnych są bardziej złożone i ta poetyka się przesunęła – to mimo wszystko mam wrażenie, że trafiamy w esencję tego, co chcieliśmy.

Brzmisz jakbyście byli zadowoleni i dumni z tego efektu!

Jesteśmy zadowoleni, mimo, że to jest płyta sprzed pięciu lat! Nie wiemy do końca, w jakim punkcie my teraz jesteśmy – to się cały czas buduje. Pewną forpocztą tego są dwa szkice, dwa utwory, które dzisiaj tu na SEA YOU zagramy. One też przedstawiają trochę inne podejście do Spoiwa. Czuję, że to może być pewien tunel do kolejnej inkarnacji i zobaczymy, dokąd to nas on zaprowadzi. Chcemy, żeby ten dotychczasowy album był obecnie mniej formalny, sztywny. Zobaczymy, dokąd te trzy osoby są w stanie dojść grając ten materiał. 

Jak się czujecie kończąc swoją trasę w Gdańsku? Jest to miasto dla Was chyba najważniejsze. 

To jest zawsze ciężar. Gadaliśmy z chłopakami, że jesteśmy dziwnie spokojni. Mimo to gdzieś podskórnie najbardziej obawiamy się tego występu. Czułem, że spokój oznacza, że coś złego wisi w powietrzu. I się okazało, że np. ze światłami były problemy. Pojawia się coraz większy stres. Mam wrażenie, że coś może wisieć w powietrzu, a z drugiej strony czy to nie jest asekuranckie? Czy to nie jest taki fatalizm, który tak naprawdę zaczyna być ślepy?

Przecież znamy te rzeczy. Nasz set jest krótki i może nie jest tak spójny jako opowieść tak jakbyśmy chcieli. Trudno przekazać to w czterdziestu minutach. Na trasie grywaliśmy gdzieś godzinę dwadzieścia. Mam wrażenie, że ten szkielet który dziś zagramy powinien być na tyle transparentny, żeby wybrzmiał z echem i przekazem o który nam chodzi. Więc może tego się obawiamy, jakim to się odbije echem. Mimo wszystko czujemy się dobrze u siebie. Czujemy się dobrze, ale trochę zaniepokojeni.

Mam nadzieje, że miasto, ludzie oraz showcase na którym zamykacie swój powrót, pozwolił wam poczuć się zaopiekowanymi i wspieranymi.

Ja jestem regularnym widzem i słuchaczem na SEA YOU więc czuje się tutaj zaopiekowany. Im starszy jestem, tym bardziej takie inicjatywy lokalne mają dla mnie większe znaczenie. Wsparcie to dziś niedoceniona wartość. Uważam, że fakt, że coś takiego się odbywa jest czymś, co w ogóle buduje scenę. Mało jest takich elementów, które przecinają tę naszą lokalną scenę. Tu widać, że jak się przyjeżdża do miasta, to ta architektura tak zwanej niszowości jest często wybrakowana. Formą tego był swego czasu Soundrive, wcześniej był SpaceFest. Takie inicjatywy budują tożsamości, budują różnorodność i grupy. Więc ja niezmiernie się cieszę, że są tego typu inicjatywy.

Możemy zaczać rozmawiać na temat formuły, w jaki sposób powinny one być przeprowadzane. Czy to jest optymalne, poprawne, ale nie chce dziś tego oceniać pod tym kątem. Bo to jest coś, co powoduje, że ci ludzie, którzy na co dzień są trochę zatomizowani w tych zespołach, stają się częścią większej lokalnej grupy. Nieraz miałem taką sytuację, że mamy zespół z Gdańska, a poznajemy się na festiwalu w Belgii albo na Litwie, a nie tutaj w naszych stronach.

Będąc przedstawicielem lokalnej krakowskiej społeczności, słyszę że i dla ciebie ta lokalność jest ważna w życiu.

To jest miejsce, które powinno być nomen omen spoiwem tej lokalnej sceny i mam nadzieję, że będzie. Ogromnie się cieszę, że jesteśmy jego częścią. Tym bardziej, że mieliśmy już raz przyjemność grania na scenie Teatru Szekspirowskiego. To jest wspaniałe miejsce. Tu czuć też tego ducha, tu czuć ten ciężar historii. Ja trochę lubię koncerty z opowieścią.

Wiesz, jednym z takich problemów, na który ja natrafiam – ale też wielu muzyków, którzy są bardziej utalentowani, czy są głębiej zawodowo w tym osadzeniu – to to, że jeżeli jedziesz w trasę i grasz na przykład trzy tygodnie miasto po mieście, to zaczynasz tracić uwagę tego, co robisz. I czasami opowieść jest czymś, co cię trochę osadza i mówi ci, jak wielkim farciarzem jesteś. Jak ważne jest też to, co robisz dla siebie. I jak dużo wysiłku trzeba włożyć też, żeby to pielęgnować. I mi się te koncerty w Gdańsku zawsze kojarzą z pewną domkniętą opowieścią.

Pomimo tego, że już mieliśmy jeden koncert w gdańskim Żaku, który swoim ciężarem był nie do przebicia, bo był symboliczny, ale dla mnie miejsce w którym kończymy trasę jest istotne, bo uważam, że tutaj spotykają i wytwarzają się rzeczy, które determinują to, jak będzie wyglądała historia. Jest sporo projektów, które tutaj zadebiutowały. I ich losy są kontynuowane z czego jestem szczęśliwy. I pomimo spokoju w tym niepokoju mam nadzieje, że nic się nie wydarzy, że po prostu będziemy mogli wyjść, cieszyć się tym wieczorem, napełnić się wdzięcznością, przekazać to co mamy do przekazania i patrzeć dalej w przód.

To jest miejsce, w którym może się osadzić wasza wrażliwość.

Ciekawy kontekst, o którym mówisz. Teatr Szekspirowski to jest jednak miejsce, które jest na styku różnych form czy różnych sztuk. Sądzę, że może nie do samej teatralności, ale do pewnej poetyki teatralności jest nam blisko. Być może to miejsce dziś tutaj będzie czymś, co coś wyzwoli… Zastanawiam się tylko, jak to sformułować, bo czasami te rzeczy są trudne do werbalizacji, ale mogą nadać temu pewną historię.

Może nie zawsze muszą być zwerbalizowane.

Może nie zawsze muszą być zwerbalizowane. Dlatego tak mało u nas tego jest, tej werbalizacji. Jednak te języki, one nie są symetryczne, one się rządzą różnymi prawami. Niektórych praw języka werbalnego my jako zespół nie rozumiemy do końca – może nie chcemy przystępować do tej gry? Ale być może wydarzy się coś niezapomnianego. Tego sobie i naszym słuchaczom życzę. I oby to niezapomniane było zrozumiane pozytywnie.

Ja też tego bardzo wam życzę. Na sam koniec tej naszej krótkiej rozmowy. Jakie plany na kolejne niezapomniane historie?


Chyba ciągniemy dalej ten wózek! Mamy już pewne festiwale dogadane, na razie mamy tylko koncerty zagraniczne. W tym jak dobrze pójdzie też w miejscach krajach i być może kontynentach na których nie byliśmy. Są plany, żeby koncertować. Te propozycje się pojawiają. Liczę na to, że w przyszłym roku uda się wejść do tego obiegu dwoma stopami. Liczę, że i wy wejdziecie tam razem z nami, po kolejne niezapomniane opowieści…