Laureatka pierwszej edycji Kayax Talent Hunt Gabriela Salem opowiada o swojej drodze od dziecięcych improwizacji przy pianinie po pierwszy autorski koncert, który utwierdził ją w wyborze artystycznej ścieżki. W rozmowie odsłania kulisy swojej wrażliwości – bycia uważną obserwatorką świata, ludzi i własnych procesów emocjonalnych.
Udało Ci się wydać singiel pod wydawnictwem Kayaxu – zwyciężyłaś ich pierwszą edycję konkurs KAYAX TALENT HUNT. Widziałem, że wyróżnili Twoją twórczość i ciebie za to, że jesteś autentyczną, wrażliwą i emocjonalną osobą. Masz też takie podejście do muzyki. Jak Ty osobiście byś opisała tą swoją wrażliwość i autentyczność? Przez co ją wyrażasz?
Myślę, że moją wrażliwością jest to, w jaki sposób patrzę na świat. W jaki sposób go widzę. Nie widzę go w taki bardzo jednopoziomowy sposób, taki przyziemny. Mam poczucie, że we wszystkim dostrzegam pewną głębię. Z tego wychodzi wielka potrzeba dzielenia się tym spojrzeniem w muzyce.
Wydaje mi się, że ta autentyczność jest teraz dość takim gorącym słowem, jeśli chodzi o artystów.
U mnie pod tą autentycznością kryje się chyba potrzeba po prostu bycia i wyrażania tego, co konkretnie chcę powiedzieć w mojej muzyce. Muzyka to moje osobiste obserwacje, przemyślenia i osobiste wizje. Oczywiście czasem też próbuję się wcielać w różne fikcyjne postacie w tekstach i piszę nie tylko o swoich emocjach. Nie do końca piszę tylko o tym, co mi się przydarzyło. Myślałam ostatnio, że ja siebie bardziej widzę jako pewną obserwatorkę świata. Patrzę bardzo głęboko i uważnie dookoła na wszystko. To mnie bardzo inspiruje, inspirują mnie ludzie wokoło, ich historie. Nawet jeśli ich nie znam i ich po prostu widzę gdzieś na ulicy, to pewne rzeczy sobie dopowiadam, analizuję. Nawet najmniejsze gesty. To obserwowanie świata jest dla mnie bardzo ważne. Ja tak po prostu na co dzień funkcjonuję. Czasem jest to dla mnie uciążliwe, że nie widzę w tym wszystkim siebie. Postrzegam często świat z trzeciej osoby. Wychodzę ze swojego ciała i patrzę co się dookoła dzieje. Często mam problem przez to z oswojeniem własnych emocji i z zauważeniem ich.
Czy można powiedzieć, że Twoja autentyczność wyraża się przez obserwację świata, ale też chłonięcie tego co jest wokół Ciebie? Czy to jest dla Ciebie duża wartość?
Tak, totalnie! Chłonięcie tej rzeczywistości i tego co się dzieje wokół. Analizowanie ludzi i tego co się wokół mnie dzieje, ale też patrzenie w głąb swojego mózgu, jak pewne procesy myślowe i uczuciowe w nim zachodzą. To jest dla mnie bardzo ważne – żeby zauważać szczegóły w codzienności i być czujnym. To też nie jest tak, że ja funkcjonuję w jakiejś takiej gotowości, że po prostu ok, jakby tu się coś dzieje, to teraz jest czas – łapię te rzeczy. Tak naturalnie mój mózg te wszystkie rzeczy zbiera.
I to jest ta podstawa do wyrażenia siebie przez muzykę, podstawa do tego w jaki sposób ten świat chce dostrzec, w jaki sposób go opisać i wydaje mi się, że przez to można powiedzieć, że kreuję jednak taką swoją rzeczywistość w tej muzyce. Tak jak mówię, nie jest to w większości przypadków taka właśnie jednopoziomowa rzeczywistość, taka prozaiczna. W sumie trochę polega na tym tworzenie sztuki, że bierzemy to co dookoła nas i przetwarzamy przez swoje emocje, swoje doświadczenia, trochę kreujemy też na nowo.
Miałaś w ostatnim czasie taką prostą prozaiczną rzecz, obserwację którą zauważyłaś i Cię zaciekawiła?
Ostatnio wracam sobie myślami do zdarzenia, gdzie pewnego dnia jechałam tramwajem i zauważyłam dwójkę ludzi, którzy wydawało mi się, że byli po pierwszej randce. Tak mi intuicja podpowiadała i podsłuchałam trochę rozmowę co mi się zdarza…

fot. Arek Michalik
Komu się nie zdarza!
Tak, komu się nie zdarza. Z takiej ciekawości po prostu. W tych ludziach było takie czyste uczucie. Miałam wrażenie, że coś pomiędzy nimi jest, ale też czułam, że nie do końca się znają, że jest to jeszcze świeże, ale że są jakoś z sobą zafascynowani. Chciałam też przyuważyć, jak się zachowują, ale nie chciałam się odwracać. (śmiech). Wyczuwałam w tym taką czystą energię od nich, że to jest takie bardzo między nimi, takie jakieś niewinne. Początek jakiegoś uczucia.
Skojarzyło mi się to, jakbyś mówiła o naiwnym dzieciaku, który poznaje świat i trochę zapomina się co istnieje dookoła. Nagle skupia się na tym jednym doznaniu tu i teraz i nie ma nic poza tym. To jest takie pozytywnie naiwne.
Ja bardzo pielęgnuję w sobie to dziecko. Mimo, że tym dzieckiem byłam w sumie dość niedawno, ale staram się właśnie nie zapominać o tej mniejszej Gabrysi i co ona przeżyła, jakie miała doświadczenia. Jakie miała myśli i mam wrażenie, że pod takim względem niedużo się zmieniłam. Moja świadomość siebie, moja świadomość świata się oczywiście zmieniła, moja wiedza także. Ale moje odbieranie rzeczywistości wydaje mi się, że na jakimś polu się nie zmieniło. To w sobie lubię i to mi pomaga, to mnie pcha do tworzenia. To jest właśnie ta wrażliwość, która we mnie siedzi.
Pielęgnujesz swoje wewnętrzne dziecko, a to jest bardzo ładne i potrzebne w obecnych czasach. Nadal się o tym zapomina, przy tym jak dziś funkcjonujemy. Pamiętasz moment w swoim życiu, w którym uświadomiłaś sobie, że muzyka to jest to co chcesz robić w życiu? Z czym chcesz być związana, być może i zawodowo? Z czym chcesz się utożsamiać? Też wiem, że w Twojej rodzinie muzyka była obecna. Był w Twoim życiu taki jeden moment, który Ci utkwił w pamięci jako kamień milowy w Twojej ścieżce, którą teraz rozwijasz?
Wydaje mi się, że właśnie od zawsze miałam na sobie takie poczucie, że ja po prostu będę to robić i nadal do tego dążę. Bo właśnie tak jak wspomniałeś, w mojej rodzinie była ta muzyka. Mój tata jest perkusistą i od dziecka uczestniczyłam w jego koncertach. Dawało mi to przestrzeń na to, żeby mogła występować, grać z nim, śpiewać. W bardzo młodym wieku wykreowała się u mnie już ta potrzeba bycia blisko tej muzyki. Ostatnio nawet przeglądałam stare filmiki na aparacie, który dostałam na komunię. Miałam pianino klasyczne w pokoju, w domu rodzinnym i nagrywałam jak coś tam sobie próbowałam improwizować i to nie wyglądało dobrze. Widać za to było już potrzebę, że bardzo mnie ciekawiły dźwięki. Nie mogłam się od tego też odciągnąć. Myślę, że tutaj na pewno duża zasługa jest mojego taty. Nie wiem, czy gdyby on nie był zaangażowany w tę muzykę, to ja bym tak bardzo tą muzyką przesiąknęła. A czy jest jakiś moment, w którym dostrzegłam, że to jest to? Było ogrom takich momentów, które mnie tylko bardziej utwierdzały w tym. Były to na pewno koncerty, na które mnie tata zabierał. Jazzowe na przykład, chociaż ja wtedy nie lubiłam jazzu. Nie słuchałam go, nie potrafiłam docenić. Koncerty od jakichś jazzowych do jakiegoś rocka, punk rocka. Bardzo dużo tych gatunków było. Ta mieszanka gatunków i mojej ciekawości i lgnięcia do tej muzyki – to wszystko złączyło w to, że w pewnym momencie stwierdziłam, ja wiem co chcę robić w życiu. Wiem, że to nie jest proste we współczesnym świecie. Początkujący artyści mają przed sobą bardzo dużo przeszkód. Też z jednej strony rodzina mówi, trzeba z czegoś zarabiać, trzeba mieć pewny zawód. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić siebie w czymś innym. Myślę, że jeśli chodzi o moment, który przypieczętował moją pewność jeśli chodzi o tę muzykę to był chyba pierwszy poważniejszy koncert jaki zagrałam. To było w moim rodzinnym mieście w Nowym Sączu w Ośrodku Kultury. To był pierwszy raz, kiedy wyszłam z moją twórczością do ludzi. Wcześniej tam grałam, śpiewałam covery, ale było to bardziej na zasadzie bardziej takiego występu, żeby pokazać swój głos. Ten pierwszy koncert, który przywołałam był dla mnie pewnym momentem obnażenia się. Mimo, że moje teksty są po angielsku, a widownia była bardziej w wieku moich rodziców i dziadków, to dla samej siebie było to uzewnętrzniające się. Fakt, że wszystkie utwory i teksty, które pisałam w swoim pokoju nagle mogłam przed tą powiedzmy setką ludzi zaprezentować. To było duże doświadczenie. To mi dało – mimo ogromnego stresu, który wtedy czułam – ogrom szczęścia i satysfakcji. Poczułam tak głęboko, że to jest to. To jest ta motywacja, ta satysfakcja, której ja oczekuję od tego co będę robiła w życiu. Nigdy póki co czegoś takiego ani wcześniej, ani później po tym wydarzeniu – oczywiście pomijając inne koncerty i działalność artystyczną – nie czułam, robiąc coś innego w życiu.
Wspomniałaś o swoim tacie perkusiście. Twoja rodzina Cię mocno wspiera w tym co robisz?
Tak. Myślę, że właśnie najbardziej mój tata mnie wspiera. To on też przez to swoje życie dążył do tego, żeby tym muzykiem zostać tak na amen i nie robić nic poza tym. I dlatego on po prostu rozumie moją potrzebę tworzenia, grania i zanurzania się w tym. Moja mama z kolei jest lekarką i racjonalniej podchodzi do życia. Od niej często dostaję rady o tej stabilnej pracy i ustatkowaniu się. Ja to rozumiem, bo to jest taka obawa też o dobro przyszłości. Bardzo uzasadniona zresztą. Ale nie potrafię na to jakoś tak racjonalnie spojrzeć, na tę muzykę z racji, że tak mnie do niej ciągnie. Nie chce do końca przejść na tą bardziej racjonalną stronę życia, taką mocno prozaiczną i przyjemną.
Masz jakiś pomysł co byś robiła, gdyby nie muzyka?
Ja studiuję zarządzanie kulturą i mediami. Idąc na te studia myślałam sobie, że świetnie by było działać w branży eventowej, gdzieś blisko muzyki. Jakoś menedżersko na przykład. Z biegiem lat uświadomiłam sobie, że praca menedżerska nie jest dla mnie w ogóle. Dlatego, że właśnie to jest to, czego mi brakuje w tej mojej marce artystycznej. Że bardzo trudno jest mi zarządzać tym, co robię. Może też dlatego, że z tym się wiążą moje emocje. I to wychodzi ze mnie. Może inaczej by było w przypadku innego artysty, gdybym podjęła się bycia jego menadżerką? Ostatnio rozmawiałam z moim przyjaciółką, że my obie nie jesteśmy w ogóle zadaniowymi osobami. Nie pomyślę sobie, ok, muszę zrobić to i to i to robię. Czasem ubolewam nad tym. Ułatwiłoby mi to to bardzo dużo rzeczy. Jest gdzieś tyle tych rozkojarzeń, tych rozpraszaczy właśnie tutaj zacznę coś robić, nie skończę, tutaj zacznę coś… A może to moje pokolenie tak funkcjonuje po prostu? Wracając – taki zawód, mimo że może chciałabym spróbować, to by mnie dość wypalił szybko.
Bywa to niewdzięcznym zawodem, jak i zawód artysty niestety.
Tak i takie są moje wnioski właśnie po studiach, które zaraz kończę. Chciałam jeszcze powiedzieć to to, że taka praca przy muzyce, nie będąc w tej muzyce, czyli nie będąc tym twórcą, artystą, byłaby poniekąd dla mnie trochę taka jak jakiś friendzone.
Miałabyś na wyciągnięcie ręki, ale nigdy nie możesz tego dotknąć.
Tak. Ja zdaję sobie sprawę, że bardzo małej ilości osób się udaje utrzymać stricte ze swojej muzyki, co jest też przykre. Znam tak wielu utalentowanych artystów, którzy próbują, ale nie mogą się temu poświęcić w 100%, bo są przeszkody, na przykład właśnie finansowe. Ale nie starając się obecnie iść w stronę muzyki nie czułabym się wolna. W dzisiejszym świecie jest mnóstwo takich zawodów, które wymagają wręcz od nas pełnego skupienia, robienia na czas, od zadania do zadania. No właśnie, a jesteśmy wszyscy dosyć różni. Z drugiej strony wybierając taką drogę artystyczną, która jest piękna, to świat idzie w kierunku, gdzie mimo coraz większej dostępności narzędzi do tworzenia muzyki, miejsc, ludzi, to mam poczucie, że coraz więcej młodych artystów nie będzie osiągać sukcesu i na pewno nie będzie miało miejsca w pracy, gdzie będzie zarabiać na tej swojej twórczości.
To są też umiejętności, które trzeba mocno wyćwiczyć, które pochodzą tylko z talentu, ale często z ciężkiej, żmudnej pracy.
Tak, dokładnie, wiele osób nie zdaje sobie sprawy z ogromu pracy i nauki, która dominuje proces artystyczny, a samo pojęcie ,,talent’’ zbiera wszystkie laury. Bardzo ważne jest poklepanie siebie samej po ramieniu i docenienie własnej pracy i możliwości. Chcę zbudować w sobie taką pewność, że po prostu nie wiadomo co by się stało dam sobie radę. Jestem pewna tej swojej sztuki, wiem kim jestem na ten moment i wiem co chcę przekazać i ja po prostu to zrobię. I takie myślenie próbuję w sobie zaszczepić, nie takie podyktowane jakąś taką megalomanią, ale taką po prostu pewnością opartej na samoświadomości siebie, bo też mi tego bardzo przez długi czas w życiu brakowało. Teraz ważne jest, żeby to pielęgnować, szczególnie tą pewność siebie, którą już zdobyłam. Coraz częściej się staram wychodzić z pewnego mindset’u, dostrzec to co już osiągnęłam i na tym budować siebie.
Starasz się zauważać siebie, nie tylko obserwować innych.
Tak, może to jest takie proste, ale mi naprawdę pomaga. Mam wrażenie, że bardzo siedzę w tej roli tego obserwatora i to jest mi potrzebne bardzo, żeby czasem po prostu w tym swoim ciele się osadzić. Żeby dać sobie spokój.
Myślę, że to wiąże się dobrze z kolejnym pytaniem. Chcę cię zapytać o Twoją twórczość, ale w kontekście tego, co zauważam na rynku polskiej, młodej, artystycznej sfery. Jest pewien nazwijmy to trend – pisanie piosenek o zdrowiu psychicznym, o sobie, o lękach i traumach mimo młodego wieku. Jest to temat, który przestał być tabu. Młodzi przełamują lęki, schematy. Bardzo dużo twórczości teraz się na tym opiera i Twoja także. Nie chcecie już pisać piosenek o miłości?
Wydaje mi się, że to wychodzi z potrzeby mówienia bez żadnych ogródek. O tym co jest wewnątrz nas i co czasem sprawia, że my przestajemy i nie chcemy pasować do tego świata. Wszystko się kręci wokół zysku, posiadania. To skupienie się na psychice i na tym, co jest wewnątrz nas jest dziś bardzo potrzebne. Ten cały pęd wywołuje często te problemy, które się zaczynają w naszej głowie. To jest bardzo ważne dla młodych ludzi, żeby się tak też jednoczyć przez twórczość. Żeby pokazać, że nie jestem sama, nie jestem sam i jest wiele osób, które ma podobne historie. Potrzeba mówienia o tym to też wynik takiej złości na poprzednie pokolenia, które nie poruszały w ogóle tych tematów. To jest taka trochę forma buntu, nie? Zresztą słuszna.
Ta rzecz porusza temat, że coraz bardziej czujemy, jak coraz mniej mamy społecznych więzi.
Tak, totalnie! Uważam, że samotność jest taką niestety bardzo powszechną rzeczą w dzisiejszych czasach, mimo że bardzo wiele nas otacza, mimo że jest wokół nas super dużo informacji, ludzi to przesyt mamy wszystkiego. Jednocześnie mówimy o samotności zamykając się w naszych głowach, mieszkaniach, w naszych bańkach, które Internet i współczesne media kreują. Bardzo potrzebne jest wyciąganie ręki, że nie musisz tej swojej zbroi znowu wkładać. O tym też jest dzisiejsza twórczość, także i ta moja. Do poruszenia tego tematu bardzo mnie zainspirowało moje środowisko znajomych. Zauważyłam taką tendencję, że dla nas nie istnieje coś takiego jak tabu, jeśli chodzi o rozmowy o zdrowiu psychicznym. Dla nas to jest bardzo naturalne i takie pokrzepiające. Ja też w tym byłam i rozumiem cię. Bardzo podoba mi się też, jeśli chodzi o moją bańkę, to bardzo mi się podoba umiejętność słuchania. Ja tego bardzo długo potrzebowałam. Trafiłam w swoim życiu na ludzi, przez których czułam się tak w stu procentach wysłuchana i to ściąga z ciebie niesamowity ciężar.
Uważam, że bardzo dużo osób nawet nie wie, że tego właśnie potrzebuje. Może mówić innym o swoich problemach, ale może czuje, że nie są jednak wysłuchani, nie są zauważeni. Z tego powodu powstała moja piosenka MAD MAD GIRL, która mówi o zdrowiu psychicznym i maluje obraz dziewczyny, która siedzi w pokoju jako takim centrum wszechświata. Ten pokój jest jej jaskinią. Tam się wszystko odbywa, tam się toczy jej życie i rzadko kiedy wychodzi z tego pokoju. Jest w stanie apatii, ciężko jej się zmierzyć z tym zewnętrznym światem. Tę piosenkę napisałam dla osób, które między innymi borykają się z takim osamotnieniem. Ja też z tą dziewczyną bardzo się utożsamiałam. Nie jestem to ja, ale bardzo się z nią utożsamiałam i chciałam, żeby więcej osób też się z nią mogło utożsamiać. Mogła być wsparciem.
Skąd u Ciebie ta eteryczność w tym wszystkim? Bo jednak to dwa różne światy. Z jednej strony mówisz o tym autentyczności swojej, emocjonalności, o byciu zauważonym, a z drugiej strony eteryczność kojarzy mi się z czymś magicznym, z czymś odległym, z czymś wymyślonym i magicznym… Teraz jak zadałem to pytanie, to pojawiły mi się też takie skojarzenia jak filmowość, bajkowość, teatralność. Czy to ucieczka, kiedy nie mamy przestrzeni właśnie na wyrażenie z tych emocji w rzeczywistości?
Myślę, że to słowo eteryczność to jest bardzo trafne sformułowanie, jeśli chodzi o postać, którą staram się tworzyć w swojej twórczości. To wynika z tego, że mnie bardzo inspirują sny. W snach nie istnieje coś takiego jak logika, ciągłość przyczynowo skutkowa. Tu istnieje oniryczność, senność, sceny wyobrażone. Przenoszę te doznania na teksty i na muzykę. To taka forma, w której ja się czuję najlepiej i czuję, że jest to element i tożsamość mojej opowieści i mojej postaci. Daje mi to pole do wymyślania historii, inspirowania się historiami i składania ich w tekst, muzykę. Ta marzycielska, senna aura i abstrakcyjnie połączone elementy. Wychodzenie ze swojej fizycznej, realnej postaci, wcielanie się w postacie albo opowiadanie przez siebie czyjeś historii, to mnie bardzo inspiruje. Ja na co dzień też mam bardzo realistyczne sny.
Co ci się śniło ostatnio?
Ostatnio mi się śniło, że byłam na nartach z całą moją rodziną. To był strasznie katastroficzny sen. Zaczęła się wojna i nagle tysiące osób po prostu zaczęło z nami wchodzić pod jakąś górę śnieżną uciekając przed wojną. Czułam jakbyśmy przeszli normalnie pół świata. Schowaliśmy się w pewnym domku, który się okazał być zniszczony. Niedźwiedzie zaczęły tak naskakiwać na ten dom, jakby chciały nas zjeść, zaatakować… Takie katastroficzne sny to duża część moich snów. Wydaje mi się, że za dużo konsumuję mediów, śledzę bardzo na bieżąco co się dzieje na świecie i niestety często mi to wchodzi na głowę. Może ujawniają się też moje osobiste lęki. Człowiek w tym wszystkim by się chciał czasem wyłączyć i przestać myśleć logicznie. Chciałabym kiedyś nauczyć kontrolować sny, ale nie wiem czy to by było też bezpieczne.
Jest to ponoć niebezpieczne! Trochę zazdroszczę, że pamiętasz swoje sny. Rzadko pamiętam swoje… Jakbyś miała stworzyć jakiś utwór, który jest stylistycznie z innej bajki niż w której jesteś, to w jaką stronę byś poszła?
Mam takie dwa typy w sumie. Mam ochotę iść w rejony techno z elementami alternatywy. Mocniejsze, klubowe, mroczne brzmienia. Tego też często potrzebuję. Jest taki projekt Sextile. Lubię ich często słuchać. Poszłabym też – choć nie wiem czy to tak bardzo odległe od mojej twórczości – w totalny soul, neo-soul, czyste R&B. Bardzo lubię te gatunki. Jeździłam na obozy muzyczne, gdy byłam nastolatką. Tam dominował taki typ muzyki. Zresztą ja jestem ogromną fanką Eryki Badu. Byłam na jej koncercie w listopadzie i to było dla mnie transcendentalne wydarzenie.
Ostatnie pytanie do Ciebie na dziś. Co byś przekazała młodym artystkom, które dopiero zaczynają swoją muzyczną przygodę albo myślą o tym, aby ją zacząć? Co byś mogła przekazać młodym dziewczynom, które boją się pokazywać swoją twórczość światu?
Myślę, że najważniejsza rzecz to, żeby totalnie nie myśleć w kategoriach jak to będzie przyjęte, jak inni to odbiorą. Czy zrobię coś głupiego, napiszę coś co “nie wypada”. O, to też jest case, czy napiszę coś źle gramatycznie, bo to nie ma z początku totalnie znaczenia. Ja na początku ogromnie się tym przejmowałam. Także miałam obawy czy w swoim wizerunku nie będę zbyt “jakaś”. Czy na przykład będę zbyt emocjonalna na to, co robię, bo to też czasem wiąże się z poczuciem winy, że jestem stereotypowa, albo w drugą stronę, że jestem zbyt alternatywna – zbyt niestereotypowa.
Chce przekazać, żeby w ogóle się wyzbyć – choć wiem, że to nie jest łatwe i może to jest nieadekwatna rada – ale że po prostu starajmy się zapominać o tych kategoriach. To szufladkowanie siebie bardzo często odbiera kreatywność, wizję i pomysł. Ogranicza, a przecież w sztuce chodzi o totalną dowolność. Lęk ten jest jakby valid, ale nie można mu dać aby nas definiował. I też nie można ufać wszystkim w koło. Nawet jeśli ktoś bardzo wysoko stawia swój autorytet, to twoja intuicja powinna być decydująca. Są osoby na świecie, które mogą w nas zauważyć dobry potencjał. Nie dajcie się omamić. Często te rady i te rzeczy, które usłyszycie, które kieruję w swoją stronę nie są w ogóle w Twoim przypadku prawdą. Słuchajcie po prostu siebie i twórzcie. Czasami to wystarczy.