Skąd ta miłość do rapującego Fina? [RELACJA]

2026-10-27 • Natalia Drymlak

Do Hype Parku przybyły tłumy chętne na zabawę z szalonym Finlandczykiem Käärijä! Czego można było się spodziewać na trasie Euro Disko? Jaka jest recepta na wyprzedanie wszystkich biletów w klubie?

Cofnijmy się trochę w czasie do roku 2024. W maju odbyła się 67 edycja konkursu Eurowizji, gdzie artysta zajmuje drugie miejsce ze swoim singlem „Cha cha cha”. Pomimo braku zwycięskiej statuetki coraz więcej fanów konkursu chętnie eksploruje dotychczasową dyskografię muzyka, przyciągając swoją twórczością, która wyróżnia się na tle innych artystów. Łączy on zgrabnie rockowe brzmienie z rapem i elektroniką w lekki sposób, inspirując się między innymi Rammstein.

Możecie się w tym momencie zastanawiać „Chwila moment! przecież na Kakofonii piszesz o małych artystach a nie o takich, co mają milion słuchaczy!”. Tutaj muszę przyznać Tobie drogi czytelniku rację ALE lubię czasem odejść od tej reguły. Dlaczego wyłamuje się z ram akurat przy tym muzyku? Natrafiłam na jego twórczość w okolicach 2024 roku i od razu byłam zaintrygowana tym nietypowym lecz zręcznym miksem gatunków. Debiutancka płyta „Fantastista” zawiera szereg wpadających w ucho numerów: tytułowe, mocno rapowo-rockowe „Fantastista”, taneczne „Mic Mac” czy elektroniczne „Hirttää Kiinii”. Jeżeli nie znacie tego krążka to bardzo polecam go sprawdzić bo każdy znajdzie tu coś ciekawego dla siebie.

Artysta nie próżnował po konkursie: wydał sporo nowych numerów i światło dzienne ujrzała kolejna płyta „People’s Champion”, która tytułem idealnie nawiązywała do sytuacji pokonkursowej. Na tym krążku znajdzie się więcej numerów, gdzie dominuje elektronika i mocno rave’owe klimaty, zachęcające do zabawy. A skoro przy zabawie już jesteśmy…

Jak wypada Kaarija na żywo?

Osobiście miałam okazję widzieć już go 4 razy. Pierwszy koncert, na jakim miałam okazję się pojawić był w 2024 roku w Berlinie (moja pierwsza podróż na koncert poza granicę Polski, yay). Mimo lekkich obaw związanych z logistyką całego wyjazdu koncert wspominam fenomenalnie. Połączenie muzyki wykonywanej przez Fina oraz szczera i serdeczna persona muzyka sprawiła, że wszyscy wyszli z sali koncertowej uśmiechnięci od ucha do ucha i mokrzy od potu. Na dwóch kolejnych koncertach sytuacje się powtórzyły: fenomenalna zabawa przy granych numerach, spora dawka dobrego humoru (i trochę słabego angielskiego).

A jak z publiką?

Rzadko piszę o publiczności, jaka pojawia się na koncertach ale tym razem jestem zdania, że jest to ewenement warty opisania. Fani Kääriji są przeserdeczni! Za każdym razem, kiedy byłam na koncercie, ludzie spędzali czas przed klubem wspólnie rozmawiając, tańcząc do ulubionych utworów i poznając się nawzajem. Intrygujące jest to, że spora część z nich lubi obdarowywać innych własnoręcznie zrobionymi bransoletkami czy naklejkami. Bardzo prawdopodobne, że nie wrócicie do domu z pustymi rękami lecz z własnoręcznie robioną przez kogoś pamiątką. Z każdego koncertu wracałam z nowymi znajomościami, które ubarwiały cały wyjazd i wspominam je ciepło.

Era Disko Tour: coś znajomy ten support…

Tegoroczna trasa jest jedną z największych w dotychczasowej karierze artysty. Tym razem na trasie pojawiają się supporty, które zmieniają się wraz z krajami, w których ma miejsce koncert. Na obu datach w Polsce gościnnie pojawiła się Little Sis Nora. Jeżeli Wam nic nie mówi ten pseudonim to sprawdźcie ten numer bo jestem niemalże pewna, że znacie artystkę. Na przestrzeni lat nie śledziłam twórczości wokalistki wiedząc, że cały czas działa z muzyką – nie była na tamten moment w moim muzycznym targecie. Słysząc pierwsze dźwięki popularnego „I’m an Albatraoz” otworzyła mi się szufladka w głowie, która zapamiętała utwory wokalistki i przełączyła się w tryb zabawy. Nora porwała całą salę do tańca przypominając starszej części publiki numery, które mogą kojarzyć z czasami młodości.

Zawsze mam lekkie obawy do występów muzyków, którzy jednocześnie skupiają się na tańcu i śpiewaniu. W tym wypadku artystka wykazała się pełnym profesjonalizmem i wieloletnim doświadczeniem na scenie: żaden z wymienionych aspektów nie był w tyle, dając słuchaczom świetnie zaśpiewane numery i wymagające układy taneczne, które wymagają podziwu. Oprócz starych kawałków mogliśmy usłyszeć nowsze utwory, takie jak mocno klubowe „GABBA GABBA” czy charakterne „COOL LIKE THAT”, które wypadł fenomenalnie na scenie. Artystka również chętnie wchodziła w interakcję z fanami machając do ludzi czy rozmawiając z nimi między utworami. Widząc jak radośnie odbierała reakcję fanów (i jak chętnie rozmawiała z ludźmi po koncercie! Zamieniłyśmy kilka słów: bardzo ciepła i miła osoba!) można śmiało powiedzieć, że czuje się w Polsce jak w domu.

It’s crazy, it’s party!

Zanim gwiazda wieczoru wyszła na scenę pojawił się jego sobowtór – Häärijä, robiąc live z miejsca koncertu. Rzucając Prince Polo w stronę publiki nakręcił fanów na rozpoczynający się koncert. Käärijä wkroczył na scenę dumnie trzymając flagę naszego kraju podczas pierwszego numeru. Szybko pojawiła się pierwsza przerwa między utworami na chwilę rozmowy z publiką. Publika entuzjastycznie reagowała na interakcję z muzykiem, który wielokrotnie pytał o samopoczucie lub czy wszystko jest w porządku, jeśli kogoś oblał wodą (pierwsze rzędy muszą uważać bo zdarza się to wielokrotnie). Często reagował na prezenty od fanów między innymi gadając z pluszakiem czy doceniając ręcznie zrobioną ozdobę świąteczną, która będzie mu przypominać o domu w trakcie koncertowania.

Setlista była dobrą mieszanką nowych i starych numerów: mogliśmy usłyszeć numery tworzone z innymi artystami jak „#eurodab” z Baby Lasagna czy jeszcze świeże „Hyvää puuta” z Joostem. Nie zabrakło też starszych numerów: Häärija wrócił na scenę, aby wspólnie zatańczyć do „Mic Mac”, było pogo do „TRAFIK” i szalona, przypominająca dobry rave zabawa do „Sex = Money”.

Na zakończenie całego koncertu nie mogło zabraknąć najważniejszej piosenki w dorobku Fina: po krótkiej przerwie powrócił w charakterystycznym zielonym bolero, aby wykonać „Cha Cha Cha”. Cała publika wyskoczyła w górę na drugim refrenie, dając ponieść się pozytywnym emocjom i szalonej zabawie. Trudno było rozstać się Jere ze sceną, który na sam koniec odśpiewał z publiką „I Miss Us” posyłając całusy i serca w stronę radosnego tłumu.

Czemu ludzie tak go kochają?

W końcu przyszedł czas, aby odpowiedzieć na pytanie tytułowe: jakim cudem artysta z Finlandii, który tworzy dość specyficzną muzykę porywa takie tłumy, wyprzedając koncerty w wielu krajach? Muzycznie bardzo się broni: trudno mi wskazać artystę, który tworzyłby w takim stylu swoją muzykę. Przez jego twórczość przemawia pasja i swojskość, która objawia się większością numerów w jego ojczystym języku. Wiele osób przyciąga autentyczność, jaka bije od artysty. Czuć, że wszystkie interakcje nie są nauczone jak wierszyk, który trzeba nauczyć się na pamięć tylko są naturalne i szczere. Widząc Käärije od razu na myśl przychodzi osoba pewna siebie, która absolutnie nie ma zamiaru przepraszać za to, jaka jest. Trudno nie zarazić się od Kääriji szczerym uśmiechem, który bije od niego przez cały czas. Sama historia artysty, który wiele przeszedł w swoim życiu ale odnalazł coś, co daje mu radość i siłę do działania bardzo inspiruje ludzi, niezależnie od wieku. Dla mnie Käärijä w pełni zasłużył na tytuł taki, jak drugiego krążka: „People’s Champion”.