Chciałbym być jak Wojtek Nowak (to nie żart)

2026-10-16 • Szymon Tołpa


zachwyt, nomen omen, zachwycił słuchaczy wydaną dwa lata temu płytą Wolniej, która otworzyła drogę do obecnego brzmienia shoegaze’u w Polsce. Teraz wracają z drugim albumem „Chciałbym być jak Wojtek Nowak”. Co się zmieniło w porównaniu z debiutem? Czy presja związana z krążkiem numer 2 opłaciła się? I kim jest Wojtek Nowak przytoczony w tytule krążka? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w niniejszej recenzji.

Polska scena shoegaze’owa zyskuje drugą świeżość. Dziś można wymienić m.in. lunar trips, duszno, Szlugazer, The Ferrules i bohaterów artykułu, czyli zachwyt. Formacja powstała w 2022 roku w Oświęcimiu przez Miłosza Boińskiego i początkowo była jednoosobowym projektem DIY. Dopiero po premierze imiennej EP-ki zespół zaczął się rozrastać do wieloosobowej ekipy. W 2024 roku pojawia się debiutancka płyta „wolniej„. Dała ona przestrzeń do pojawienia się na różnych festiwalach m.in. na OFF-ie i Shoefeście. Sam pamiętam ich koncert na zeszłorocznym Next Feście.

Tajemniczy Wojtek Nowak

Motyw przewodni tego albumu określiłbym jako „zwykłe życie przeciętnego człowieka”. Jazda do szkoły, na próby, na przystanek w oczekiwaniu na autobus. Niby nic nic się nie dzieje, a jednak każdemu z nas trafiła się sytuacja, którą zapamiętamy do końca życia. Z nich później wyciągamy wnioski na przyszłość. Cały album opowiada właśnie o niecodziennych zdarzeniach z codziennego, nudnego wręcz życia. W „Infolinii” mamy odpowiednik próby zadzwonienia do kogoś. W „Tajfunie” jest radzenie sobie ze stresem. „(Pierwszy) śnieg” natomiast to spojrzenie z perspektywy mijającego roku na to, co działo się w ciągu 12 miesięcy.

I tu do gry wchodzi tytuł albumu zachwytu, a dokładniej dwa ostatnie słowa. Wojtek Nowak to postać, którą autorzy opisują nie jako konkretną postać, a jako symbol, którą albo znamy, albo się z nim utożsamiamy. Niby powszechne imię i nazwisko, a daje duże pole do popisu zarówno Miłoszowi i spółce, jak i nam samym.

Wojtek Nowak w postaci żeńskiej

Wspomnieć należy o dwóch utworach, w których usłyszymy gościnne występy artystek. Co ciekawe, są one powiązane z Wytwórnią Tematy, czyli tą samą, która wypuściła nowy krążek zachwytu. Wybór teoretycznie uproszczony, w praktyce dostosowany perfekcyjnie do potrzeb zespołu.

Wydany jako singiel „Nie tędy droga” z udziałem Karoliny Prasał to najbardziej dynamiczny utwór, jaki uświadczymy na tej płycie. Piosenka skupia się na nieuważności, która może kończyć się katastrofą, a jej skutki mogą okazać się dramatyczne nie tylko dla nas samych. Liderka Mleczy, którą kojarzymy z delikatną wokalizą pozwoliła sobie na szaleństwo, jednocześnie zachowując swój charakterystyczny styl. I to szaleństwo się opłaciło.

Z kolei kończące płytę nagranie „No i co teraz” z Clayknot na featuringu to kołysanka, w której zgodnie z tytułem, zastanawiamy się co teraz, kiedy ciągle dopadają nas duchy przeszłości, choć idziemy w zupełnie innym kierunku. Wybór Pauli Duduś do tego utworu uważam za świetne posunięcie, ponieważ mamy idealną równowagę wokalną, a w mostku uświadczymy dialog, który skojarzył mi się z ciągłymi myślami, które się kłębią w głowie.

Wojtek Nowak w warstwie muzycznej

Przy pierwszym odsłuchu premierowych utworów zaskoczyło mnie to, że nie wszystko jest zrealizowane w shoegaze’owym stylu. Przykładem jest skit pod nazwą „Błąd”, gdzie usłyszymy jedynie gitary, a sama linia melodyczna przypomina country wzięte nie wiadomo z czego. W pierwszej chwili zrzuciło mnie z równowagi. Z drugiej strony to jest skit, czyli przerywnik od głównego wątku krążka „Chciałbym być jak Wojtek Nowak”. Przyjemnie się natomiast słucha przywołanej wcześniej „Infolinii”, która swój styl uzyskała dzięki syntezatorom. Poza tym mamy czysty shoegaze, z którego słynie zachwyt.

I tu zatrzymam się na jakości technicznej. Materiał zrealizowano w studiu Henryka Debicha w Radiu Łódź. W porównaniu z debiutanckim albumem dużym zyskiem jest jakość ostatecznego produktu. Słychać, że zostało obrobione bardzo profesjonalnie. Z drugiej strony tracimy surowość z pierwszych nagrań, jakie Miłosz robił w swoim domowym zaciszu do imiennej EP-ki. Coś za coś. Niemniej rozwój brzmieniowy jest naturalną drogą każdego zespołu i tak naprawdę plusy drugiego krążka przysłaniają minusy.

Czy chciałbym być jak Wojtek Nowak?

Tytuł recenzji zaspoilerował już na dzień dobry moją opinię, ale tak. Chciałbym być jak Wojtek Nowak. Nowy album zachwytu (znów nomen omen) zachwycił profesjonalizmem, a także przekazem, który powinien się rozpowszechniać. No bo kto z nas nie pomyślał w pewnej chwili: „No i co teraz?” w momencie, kiedy coś się popsuło i złapie nas cholera. Nieraz słyszałem też o tym, że najtrudniej jest zrobić drugi album. Presja może nie była aż tak wielka w porównaniu z mainstreamowymi artystami, jednak zespół podołał temu zadaniu.

Podsumowując całość: nieważne czy jesteś Wojtkiem Nowakiem, czy jednak nie, myślę, że każdy powinien sięgnąć po najnowsze, a zarazem najbardziej dojrzałe wydawnictwo zachwytu, by albo przypomnieć sobie (nie)dawne czasy, albo zastanowić się nad tym, co nas jeszcze czeka.