Krakowski zespół .WAVS zaprasza słuchaczy do swojego muzycznego świata, prezentując trzeci album TOTAL. Jak wypada nowy krążek?
6 października nie był pierwszą okazją do odsłuchania nowego materiału – obecni na HEAVY POP FEST mogli je poznać przedpremierowo. W mojej relacji z festiwalu nie wypowiadałam się więcej: zostawiłam to sobie na odpowiedni moment, który w końcu nadszedł. Jaki moment może być lepszy niż oficjalna premiera?
Jeżeli to Wasze pierwsze spotkanie z .WAVS to musicie wiedzieć, że tworzona przez nich muzyka jest nieoczywista. Grupa wytacza swoje ścieżki na rynku muzycznym biorąc garściami z wielu gatunków i tworząc z nich coś własnego. Określają to gatunkiem HEAVY POP, co idealnie definiowało wcześniejsze płyty: debiutancki, gitarowy „.WAVS” i szalony „HEAVY POP”. Moje pierwsze spotkanie z twórczością zespołu miało miejsce na jednym z koncertów w krakowskim Gwarku. Było to spotkanie w ciemno, bardzo chciałam zostać zaskoczona supportami, które grały przed gwiazdą wieczoru. Różnorodność granych utworów oraz energia na scenie zaintrygowały mnie do śledzenia poczynań grupy. Czy ten miks wszystkiego może przerazić? Z początku tak ale ma w sobie hipnotyzującą energię, zachęcającą do częstych powrotów i zanurzenia się w tym melodyjnym świecie.
Nowa płyta na żywo robiła piorunujące wrażenie, oferując wszystko to, co zespół serwuje najlepiej. Było to jak pójście do swojej ulubionej restauracji, gdzie kelner oferuje nowe danie z ulubionymi składnikami: istna uczta dla zmysłów. Trochę tańca, trochę bujania się do ballad, sporo zaskoczeń odważniejszymi kawałkami. Czy te emocje udało się przenieść na krążek?

Otwarcie „TOTAL” przypomina wejście do ciemnego pomieszczenia, wypełnionego milionami małych światełek. Jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jak po środku tego wszystkiego znajduje się zespół, który jak konferansjerzy nastawia nas na tematykę całości. Tu nie będzie łatwo – mamy do czynienia z zmierzeniem się z gorszym okresem w życiu, któremu towarzyszy fala wielu uczuć. Otwierający „żółty szal” idealnie łączy się klimatem z oprawą wizualną, stojącą za całym albumem. Subtelny początek rozwija się w chaotyczną, gitarową końcówkę.
„Co myśl to lęk” będące singlem dobrze komponuje się melodyjnie z poprzednim utworem, dając wrażenie spójności. Dochodząc do refrenu ciężko nie pozbyć się wrażenia, że struktura numeru kojarzy się z typowym singlem. Czy to źle? Numer jest spójny z całością płyty. Otrzymujemy nutę z chwytliwym tekstem, prostym do zapamiętania, energiczne gitary i popisy wokalne, robiące wrażenie – czego chcieć więcej od dobrego singla?
Po gitarowych szaleństwach i wysokich wokalach czas na chwilę oddechu: „CIEBIE mam” to miłosna ballada, będąca wyrazem wdzięczności do drugiej osoby. Słuchacz zostaje zaskoczony pierwszym gościnnym występem na płycie: Leszek Nowotarski gra partię na saksofonie, dodając uroku całości. Przyznaje: nigdy nie byłam ogromną fanką ballad od .WAVS. Cieszę się bardzo, że ten utwór zmienił moje podejście i pokazał, że muzycy radzą sobie równie dobrze w wolniejszym materiale.
Oj żałuję, że „list miłosny” nie jest singlem. Chwytliwy numer z dobrym tekstem, przyjemny do śpiewania w domowym zaciszu jak i na koncercie (coś tam próbowałam stojąc w tłumie na festiwalu). Instrumentalnie perełka: dziarsko, żywo, gwałtownie i ostro. Największym zaskoczeniem było usłyszenie screamu w wykonaniu Maćka! To jest jeden z tych kawałków, który jest idealnym przykładem, dlaczego lubię twórczość .WAVS: tu nie ma nudy! Czerpiemy z wielu rzeczy na raz i robimy coś swojego, co jest odważne i wyjątkowe. Tutaj daje mój osobisty order najlepszego utworu z „TOTAL” *chief’s kiss*. W głąb albumu znajdziemy drugą balladę o tytule „więcej”, która zasługuje na Waszą uwagę: klimatyczna, rockowa, wodząca za nos i obrazotwórcza dla słuchacza.
Dobra, trochę poszaleliśmy więc znowu trzeba sobie odpocząć: „razem marzyć raźniej” to kolejna ballada, którą głównie prowadzi gitara akustyczna, dodając nuty nostalgii i marzycielstwa. Idealnie sprawdza się jako przerwa między utworami. Osobiście nie przyciąga mnie na dłużej: obstawiam, że poprzedni numer bardzo mocno podniósł poprzeczkę, przez co spadek jest bardziej odczuwalny. Trochę podobne odczucia mam do „na linie” chociaż tu mam lekki niedosyt, chętnie posłuchałabym jakiejś dłuższej wersji.
Kolejny singiel „Koledzy” mogłabym nazwać takim feel good anthem – skoczny, radosny, łatwo zostający w głowie i zarażający chęcią do śpiewania go przez następny tydzień. Gdyby wyszedł chwilę wcześniej byłby to ten numer, który spokojnie nadawałby się do zgłoszenia na piosenkę lata. Przypomina mi coś, co mogłabym kiedyś usłyszeć w radiu latem, ciesząc się z wakacji i dobrze spędzanym czasie.
Uczucia lekkości i radości „jedno lato mniej” odkłada na bok. Tutaj na pierwszy plan wychodzą uczucia mocno kontrastowe: lęk, samotność i obawa o nadchodzące jutro. Czy osamotnienie mija? Czy nadejdą lepsze dni, bez poczucia zamartwienia? Zmieniający się co jakiś czas rytm piosenki wprowadza słuchacza w labirynt emocji. Numer tworzony był we współpracy z zespołem Opady, który wprowadził trochę melancholijnego i jazzowego sznytu do całości, potęgując wydźwięk emocjonalny. Kolejny numer o tytule „nie ma już człowieka” trochę traktuje jako most rozdzielający nasze emocje.
Skąd ta myśl o poprzednim numerze? „Wracam bez tarczy” serwuje nam postać całkowicie inną: pogodzoną z porażkami ale wydobywającą z nich siłę do walki i działania. Powraca mocniejsza gitara, pewność siebie i odwaga. Zerkając na tekst numer od razu skojarzył mi się z czymś, co mogłoby spokojnie działać świetnie w musicalu – bohater wraca będąc gotowym do walki i udowodnienia wszystkim swojej siły.
Wyobrażenie książkowego i albumowego „Lisan al-Gaib” (szanuje za nawiązanie do Diuny) idealnie pasuje do końcówki płyty. Przedostatni utwór możemy traktować jako proroctwo zwiastujące cierpienie, spełnienie się lęków i najgorszych scenariuszy. Gościnne występy Dealer DHC dodały niespotykanego dotychczas rapowego klimatu, działając trochę jak informator dla obserwatora świata. Budujemy napięcie przez całość numeru, aby zamknąć „TOTAL” z przytupem: „życiowe przesilenie” jest idealnym zwieńczeniem płyty. Kończymy album z bólem, akceptując nasze błędy i marząc o zakończeniu cierpienia, wywołanego przez rany. Te prawie 7 minutowe zakończenie rozpoczynające się od bólu i smutnej akceptacji rzeczywistości przeradza się w myśl przepełnioną nadzieją o przerodzeniu naszych ran w coś dobrego. Coś, co da naszemu życiu zupełnie nowy rozdział, bogatszy o mądrości wyciągnięte z bólu i przykrych doświadczeń.
Będąc już tutaj na pewno zastanawiacie się, jak brzmi odpowiedź na tytułowe pytanie. Czy „TOTAL” .WAVS to album totalny? Moim zdaniem zdecydowanie! Nie ma tutaj miejsca na nudę i każdy odnajdzie coś dla siebie. Lubisz lekkie numery do pośpiewania w aucie? Przesłuchaj singli. Może jakaś ballada? „CIEBIE mam” czy „więcej” to kawałki dla Ciebie. Może chcesz się zaskoczyć? Najlepiej przesłuchaj cały album – działa w tej roli wyśmienicie. Mamy tutaj do czynienia z solidnym albumem, który jest emocjonalną przeprawą. Zespół kolejną płytą wypuszcza solidne korzenie na rynku muzycznym udowadniając, że nie trzeba iść znanymi już ścieżkami. Chłopaki czują się jak ryby w wodzie niezależnie od gatunku, co daje ogromną przyjemność z obcowania z tworzoną muzyką. Warto śledzić ekipę i ich poczynania bo przeczuwam, że ich wszechstronność wyprowadzi zespół do szerszej publiki, łącząc fanów wielu gatunków muzycznych.