Przegląd najciekawszych okładek polskich albumów – świętujemy Dzień Polskiej Muzyki!
1 października to oficjalnie Dzień Polskiej Muzyki! Z tej okazji przygotowałam dla Was mały przegląd moich ulubionych okładek polskich wydawnictw muzycznych. Są tu świeżo wydane albumy oraz oczywiście niezawodne klasyki. Znalazły się tu zarówno te, które doceniam głównie przez warstwę dźwiękową, jak i te, których oprawa graficzna budzi we mnie duże emocje. Niekoniecznie przyjemne – ale z pewnością interesujące. Zachęcam do wsłuchania się w przygotowaną specjalnie playlistę, zawierającą po jednym, ulubionym utworze z każdej płyty!
Okładki czerwone




W tej kategorii znalazły się głównie totalne klasyki polskiej muzyki i jeden rodzynek, czyli wydana w roku 2022 płyta MOVA, zespołu Nene Heroine. Jest to druga płyta formacji, z którą to pierwszą styczność miałam w ubiegłym roku i od tej pory stale towarzyszy mi wieczorami. Na płycie gościnią jest również Kasia Lins, która doskonale wpasowuje się w psychodeliczne, jazzowe brzmienie zespołu. W tej sekcji oczywiście nie mogło zabraknąć Nowej Aleksandrii w wykonaniu Siekiery, z jedną z najbardziej rozpoznawalnych okładek w Polsce. Fire – czyli pierwszy studyjny album Hey, to może lekko naciągany “czerwony”, ale jest honorowym mieszkańcem tej kategorii.
Czy nachylające się nad tytułowym ogniem postacie nie zdają się zapraszać do swojego muzycznego świata? Czy przepłakałam do tych utworów wiele wieczorów w czasach licealnych? Może…
Jako ostatni w tej kategorii pojawia się Breakout – Na drugim brzegu tęczy. Świecąco – czerwony zdaje się być w istocie przełomem, zarówno w kategorii samej okładki, jak i oczywiście brzmienia. To na tej płycie znalazły się jedne z największych hitów tej formacji.
Okładki czarno-białe




Zaczynamy od konkretu, czyli Mental Cut Maanamu. Zawsze fascynowała mnie ta okładka – ciemne postaci członków zespołu, napis jakby rzeczywiście WYCIĘTY z czasopisma, oraz to, czyje to linie papilarne tam oglądamy? Po Korze następna mocna postać kobieca. To znów Breakout, ale z Mirą Kubasińską. Miłość do tej okładki dzielimy z redakcyjnym kolegą, Sebastianem, a za to mój kot dzieli imię z wokalistką. Mnie głównie urzeka przepiękny portret Miry oraz oczywiście wężowe tło. Następnie przechodzimy do niepokojącego zarówno brzmieniem, wyglądem okładki, jak i nazwą zespołu albumu o tytule Czarne Rodeo. Zespół o wdzięcznej nazwie Gówno to formacja, która w części stanie się później zespołem Nagrobki (jakże miłe, przyjazne nazwy).
Ostatnią okładką, którą włożyłam do tej kategorii, jest oczywiście W 63 minuty dookoła świata, grupy Kaliber 44. Nie mogło go tu zabraknąć, uważam go bowiem za jedno z najważniejszych wydawnictw w aspekcie kształtowania mojego gustu muzycznego – a okładka jest wręcz doskonała, kto nie lubi kościotrupów przypominających członków zespołu robiących wygibasy wokół kupy śmieci…
Okładki zielon(kaw)e




Zaczynamy od najnowszego albumu z całej selekcji. Było sobie życie to nowa płyta zespołu Biały Falochron, do którego to okładkę stworzyła Alicja Godyń. Dom stojący u podnóża tęczy to chyba zapowiedź czegoś naprawdę dobrego, biorąc pod uwagę zarówno wierzenia, jak i odsłuch płyty! Kolejne dwie okładki to jedne z moich rapowych ulubieńców wszech czasów. Wszystko z dymem to dla mnie przykład idealnego odwzorowania treści płyty samą okładką. Za to Jasny Obraz Ciemnych Czasów (lub też JOCC1) to wspaniały, klimatyczny album z niesamowitą opowieścią.
Swoją drogą, kolejna płyta Biaka i Qzyna – JOCC2, choć również świetna, jest bardziej przygnębiającą (?) treścią płytą. Ta mieszcząca się w zestawieniu j daje mi jednak poczucie nadziei. Będzie git, wiecie? Leśne duchy ETNOBOTANIKI to jeden z moich ulubionych krążków, dziwne sample i podejrzane szepty to dla mnie coś rzeczywiście czerpiącego z pogranicza tego, co widzialne.
Okładki z elementem pomarańczowym




W tej kategorii będą te wybory, które pewnie uznacie za kontrowersyjne… Na początek, Łóżko, czyli Maanam zaprasza do wypoczynku. Piękna jest ta okładka, no i piękna Kora, która na tej płycie równie pięknie mówi głównie o miłości – do innych, ale i do siebie. Orient – płyta, którą poleciła mi przyjaciółka, gdy byłyśmy w liceum. Dużo dobrych wspomnień i taka również jest dla mnie ta okładka. Nostalgiczna, z ognistym morzem w tle, które zdaje się palić przez wku…rzenie. Och.
No to tak, teraz będziecie mnie oceniać. Może dlatego, że mało tu pomarańczowego, a może dlatego, że to szalone tekno polo. Okładka to totalny odjazd i tak samo warstwa liryczna. Doskonale się jednak do tego prowadzi samochód… Na koniec, na złagodzenie opinii o mnie – Raj, czyli The Dumplings. Ile prób odtworzenia tego światła na fotografii miałam, wiem tylko ja. Niesamowita gra ciepłych i zimnych barw, daje wprost kosmiczny efekt.