Taco Hemingway 19 grudnia 2025 roku wrócił do swoich odbiorców z kontynuacją Trójkąta Warszawskiego. Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły to kolejny storytellingowy projekt rapera, którego chyba nikt się nie spodziewał. Można by było powiedzieć – odgrzewany kotlet. Ale czy na pewno?
Człowiek, który zrewolucjonizował rap
Taco Hemingwaya chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. To w końcu raper z wieloletnim doświadczeniem, który z ogromnym impetem wszedł w rynek fonograficzny, rewolucjonizując rap, jaki znaliśmy do tej pory.
Dzięki temu, że aktywnie brał i bierze udział w życiu muzycznym, wszyscy na własne oczy mogliśmy być uczestnikami i obserwatorami ewolucji jego twórczości. W mojej opinii jedne projekty wychodziły mu lepiej, niektóre, no cóż… nie były czymś, czego oczekiwałam jako wieloletnia słuchaczka, zaczynająca swoją przygodę od Trójkąta.
To ten album przyzwyczaił mnie do nieszablonowych koncepcji opartych na popkulturze, literaturze, niebanalnych schematach lirycznych i tekstach, z którymi jako zagubiona nastolatka mogłam się utożsamić.
Gdy po raz pierwszy przesłuchałam Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły, poczułam to samo, co w 2014, słuchając debiutanckiego albumu Szcześniaka i już wtedy wiedziałam, że to będzie jedna z moich ulubionych płyt.
Trójkąt Warszawski vol. 2
Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły to kontynuacja Trójkąta Warszawskiego. Można nazwać ten projekt Trójkąt Warszawski cz. II. Tyle, że wiele od tamtego czasu się zmieniło. Transformacji uległa bowiem sama Warszawa – miejsce akcji bez którego twórczość Hemingwaya nie miałaby tego samego charakteru. Sami bohaterowie również przechodzą zmianę – Piotr i Ruda, którzy poszli dalej, nie oglądają się za siebie i żyją swoim życiem. A co z podmiotem lirycznym, głównym bohaterem, który jest narratorem całej tej opowieści? On dalej żyje w świecie Trójkąta Warszawskiego i to właśnie sprawia, że Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły stało się kontynuacją i przedłużeniem historii.
Bohater, który utknął w czasie
Najbardziej w tej płycie podoba mi się motyw przewodni – wspomnienia, przedstawione w szaro-czarnych barwach i niepozwalające iść do przodu. Pewnie z tego powodu płyta ma dość mroczny charakter i trudno doszukać się w niej czegoś radosnego. Miałam okazję być na koncercie i widziałam choreografię tancerzy, wstawki, przerywniki i scenerię, która w swojej architekturze i wykonaniu przypominała styl surowych backroomsów.
Bohater chodzi po Warszawie i z nostalgią opowiada o zmianach, jakie w niej zaszły. Wszystko wokół podmiotu jest w ruchu i pędzi w zatrważającym tempie, w którym on sam nie potrafi się odnaleźć i stoi w tym samym miejscu, co dekadę temu. Ma te same myśli, te same nawyki, te same uzależnienia, te same zachowania i te same uczucia. Tutaj poznajemy o wiele lepiej głównego bohatera i jego wysoką wrażliwość, kręcącą się wokół jego kruchej emocjonalności.
To niezwykle urzekło mnie w tej płycie, bo utożsamiam się z tą niemożnością do pogodzenia się z postępem. Sama gdy spaceruję po swoim mieście i obserwuję jego dynamiczne przemiany, wracam myślami do miejsc, które kiedyś coś dla mnie znaczyły, a dziś nie istnieją już w tej samej formie. Mam również nawyki z przeszłości, od których trudno mi się uwolnić i słabość do ludzi z przeszłości.
Tak samo, jak podmiot liryczny, który z dużym sentymentem i żalem z powodu odrzucenia opowiada o Rudej. Często też z nienawiścią w głosie wraca do postaci Piotra – tego samego, którego spotyka przypadkiem i który w zasadzie go nie rozpoznaje, co wzbudza wielkie oburzenie w bohatrze. Ale czy naprawdę powinno go to aż tak dziwić, skoro minęło już dziesięć lat? Ten element pokazuje, jak mocno główny bohater zakotwiczył się w przeszłości.
Prostota, która nie jest prosta
Nie można odmówić Taco tego, że napisał tę płytę z dużą świadomością – zarówno warsztatową, jak i na temat jego odbiorcy. Sama, gdy jej słucham zaczynam empatyzować z bohaterem i odczuwam pewnego rodzaju sentyment i tęsknotę za dawnymi czasami. Jednocześnie, trudno nie utożsamiać się z motywem przewodnim, bo przecież czy nie każdy z nas ma czasem problem z dostosowaniem się do tempa dzisiejszego świata?
Narracja podmiotu lirycznego jest głęboka i nasycona wieloma metaforami oraz nawiązaniami do popkultury. To jest akurat coś, co moim zdaniem Taco potrafi robić bardzo dobrze. Struktura tekstów jest niebanalna. Przemawia do mnie połączenie pierwiastka intelektualnego i refleksyjnego z prostotą samego wykonania. Bo Taco mimo że jest mistrzem liryki, to jego styl nawijania jest prosty i po prostu poprawny – przypomina trochę recytowanie wiersza, ale do bitu. Nie uważam, że to coś złego, wręcz przeciwnie. Nie zobaczymy tutaj bowiem przerostu formy nad treścią, a to w tego typu projektach nie lada wyzwanie i spora część artystów nie jest w stanie temu podołać.
Powiedziałabym, że dla części osób płyta może być trudna w odbiorze. Ale moim zdaniem o to w tym chodzi i to sprawia największa satysfakcję w jej konsumpcji. Bo latarnie Wszędzie Dawno Zgasły jest złożoną historią, w której po każdym przesłuchaniu zauważa się i łączy ze sobą inne elementy – nowe z nowymi, stare ze starymi i stare z nowymi. Dzięki temu cała ta historia staje się wielowymiarowa.
Jeśli chodzi o samo brzmienie, Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły celowo unika nowoczesnego przepychu. To produkcja oszczędna, oldschoolowa, miejscami wręcz surowa. Bity brzmią, jakby cofały nas do 2000 roku. Nie ma tu przesady w postaci warstw autotune’u czy przekombinowanych aranżacji – wręcz przeciwnie, ta prostota produkcyjna świetnie koresponduje z nostalgicznym, momentami dusznym klimatem tekstów. Dzięki temu całość brzmi bardziej analogowo, intymnie.
Sukces tej płyty to współpraca
Płyta podzielona jest na IV akty, z czego jeden z nich faktycznie wyróżnia się bardziej żywymi bitami i nieco lżejszym tekstem. W tym akcie Taco umieścił Zakochałem się pod apteką i Bez stresu – kawałki, które stały się jednymi z najbardziej przystępnych i chwytliwych momentów na całej płycie.
Nic dziwnego. W szczególności, jeżeli chodzi o tytuł Bez stresu, który według mnie jest jednym z ciekawszych momentów całego projektu. Szcześniak występuje tu tylko w formie wstawek, natomiast całą narrację przejęła debiutująca Livka, będąca jedynym kolabem na płycie. Oliwia wcieliła się w rolę Rudej, a sama piosenka przedstawia historię znaną z “Wszystko Jedno” tyle, że opowiedzianą z jej perspektywy.
Livka przewija się przez niemal każdą kompozycję na płycie, co stanowi szczególnie interesujący i spójny zabieg narracyjny, nadający całości dodatkową warstwę znaczeniową i interpretacyjną. Jej głos, energia i ogólny styl bycia pasują do Taco i całego tego projektu. Słyszałam opinie, że artystyka jest męską wersją Filipa. Nie spłycałabym jej roli w tym albumie tylko do tego. Dziewczyna zrobiła kawał dobrej roboty i nie powinna żyć w cieniu jednego większego przedsięwzięcia.
To, co według mnie jeszcze mocniej nadaje Trójkątowy charakter tej płycie, jest współpraca z Rumakiem, czyli producentem Trójkąta Warszawskiego. Widzimy też nazwiska innych artystów – @Atutowego, Borucciego i Zeppy Zepa, co z kolei nadaje projektowi świeżego, odrębnego od Trójkąta wydźwieku. Taka kolaboracja pozwoliła również na połączenie różnych stylów muzycznych, co moim zdaniem wniosło bogatszą, bardziej eklektyczną warstwę brzmieniową. Dzięki temu Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły nie jest tym przyłowiowym odgrzewanym kotletem, lecz oryginalną wizją, rozwijającą wcześniejszą narrację.
Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły to współpraca wielu ekspertów, bez których ten album nie byłby taki sam. Uważam, że dobór właśnie takich ludzi zaważył na sukcesie, jaki krążek osiągnął. A to znowu udowadnia, że płyta jest konsekwentną koncepcją, w której zakocha się każdy słuchacz Szcześniaka, szukający w muzyce czegoś więcej niż dobrego bitu i akceptowalnego tekstu.
Podsumowując
Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły to znacznie coś więcej niż płyta rapera. To misternie skonstruowany i świadomie skomponowany projekt muzyczno-literacki, zwieńczony surowymi, a jednocześnie energicznymi, angażującymi koncertami, idealnie odzwierciedlającymi klimat albumu. Filip do stworzenia tej rozbudowanej, storytellingowej narracji, nasyconyconej nostalgią i wielowarstwową refleksją w pełni wykorzystał połączenie swojego zaplecza kreatywnego z pełnią swoich predyspozycji emisyjnych. Mam nadzieję, że jeszcze usłyszymy od niego formy równie głębokie i złożone. Bo muszę przyznać, że choć Szcześciak wydał wiele albumów od czasów Trójkąta, to jego twórczośc po Marmurze nie specjalnie przypadła mi do gustu. Dopiero Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły obudziły we mnie dawną sympatię do jego twórczości.
Grafika okładkowa wykorzystuje oryginalne liternictwo z okładki albumu Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły Taco Hemingwaya (2025). Identyfikacja graficzna: Mateusz Holak. Projekt okładki: Łukasz Partyka i Mateusz Holak. Wytwórnia muzyczna: 2020.