HEAVY POP FEST oczami Kakofonii

2026-10-01 • Natalia Drymlak

Ostatnia sobota września była ogromnym świętem dla miłośników muzyki alternatywnej – w krakowskim Hype Parku miała miejsca druga edycja HEAVY POP FEST.

Dla mnie było to pierwsze spotkanie z festiwalem – mimo ogromnych prób nie udało mi się pojawić w ubiegłym roku. Myśl o festiwalu cały czas kiełkowała w mojej głowie, wzbudzając coraz większą ciekawość, jak wypada on w rzeczywistości.


Co tu robić między występami czyli o organizacji słów kilka.

Zastanawiało mnie bardzo, jak organizacyjnie wypadnie festiwal w takim miejscu, jakim jest Hype Park. Oczywiście nie jestem negatywnie nastawiona do samej miejscówki – bardzo ją lubię i zostałam lekko zaskoczona remontem całej przestrzeni (ostatni raz byłam tam pod koniec ubiegłego roku, gdzie jeszcze wchodziło się przez namiot do środka) ale rozmyślałam, czy uda się oddać festiwalowego ducha w zamkniętej przestrzeni.

Po przybyciu na miejsce zaraz przed wejściem znajdowało się stoisko z inspirowanymi wydarzeniem aromatycznymi burgerami od Artura z lokalnego OG SMASH (na plus bardzo sympatyczne ceny!). To nie było jedyne stoisko, jakie mogliśmy spotkać: w środku czekała na nas aromatyczna kawa i słodkości od kiki bar (pozdrawiam cieplutko!), plakaty i dzieła od Wery Szaciłowskiej, stanowiska tatuatorskie od HOODLOVER i SMUTEK czy piwka od Browaru PINTA na barze. Jak to na każdym muzycznym festiwalu nie możemy również zapominać o stanowisku z merchem występujących grup, gdzie fani chętnie zbierali się między występami, aby wspólnie podyskutować, czy złapać swój ulubiony zespół po autograf czy na krótką pogawędkę. A jak muzycznie pomiędzy koncertami? Same największe popowe klasyki: Katy Perry, Madonna, Lady Gaga i wiele innych artystów, od razu kojarzących się z tym gatunkiem. Nietrudno było zauważyć w tłumie tańczących i śpiewających uczestników imprezy.

Jazzowo – rapowe powitanie Solą

Imprezę otworzyła grupa, która zwyciężyła w konkursie talentów na warm-up party. Sól oferuje słuchaczom intrygującą mieszankę gatunkową, idealnie pasującą do nazwy imprezy: sporo inspiracji jazzem, rapem, R&B i szczyptą elektroniki. Mieszanka dość różnorodna jednakże słuchając twórczości ze sceny odnosi się wrażenie odnalezienia przez grupę formuły, która nadaje temu połączeniu kreatywnej harmonii. Sporo czułości, szczerych emocji, dobrego wokalu i poczucia frajdy z grania dla publiki festiwalowej. Jestem zaintrygowana rozwojem Soli – myślą powoli o wydaniu swojego debiutu. Będę chętnie śledzić poczynania tych przesympatycznych ludzi (których pozdrawiam i dziękuję za wspólne rozmowy!).

Grupa Taraban zrobiła na scenie raban

Kojarzycie te memy, ukazujące symbole kojarzące się z USA na tle ich flagi a do tego przygrywa gitara elektryczna, wrzeszcząc HELL YEAH? To występ grupy Taraban tak w mocnym skrócie. Na papierze – spore ryzyko, że może się nie udać. W ramach występu na festiwalu grupa otworzyła nowy rozdział z nowym składem na scenie. Czy miałam obawy? Powiem szczerze, że tak. Jak wypadli? Niesamowicie! Mamy tu stroje kojarzone z klasycznymi grupami rockowymi przełamane czarno-żółtymi body w stylu Abby. A do tego obowiązkowo okulary przeciwsłoneczne, dodające +10 do bycia cool. Energia grupy była nie z tej ziemi: liczne skoki, interakcja z publiką, wspólne śpiewanie i nawet szpagaty frontmana. To wszystko tworzyło spójny obraz grupy rockowej, odpinającej wrotki i dającej się ponieść energii muzyki. Osobiście występ Taraban był największym zaskoczeniem festiwalu – bawiłam się przednio w tłumie, krzycząc razem z muzykami i machając głową.

Delikatne i czułe Mlecze

Lubię twórczość Mleczy – wrażliwość zespołu trafia w moje serce a „Album niebieski” często gości w moich słuchawkach. Byłam bardzo podekscytowana myślą posłuchania numerów na żywo i zobaczenia, jak materiał prezentowany przez muzyków wypada na scenie. Wielokrotnie słyszałam od reszty naszej redakcji pochlebne opinie o wykonach na żywo i nie zawiodłam się. Obecni w Hype Parku otrzymali muzyczne objęcia od zespołu: pełne ciepła, melancholii i nostalgii. Każda minuta i wydobyta melodia z instrumentów była hipnotyzująca i nie pozwalała oderwać oczu od sceny. Podoba mi się fakt, że z pozoru wolne i delikatne utwory dostają intrygującego rockowego „pazura”, którego nie znajdziemy na Spotify czy w trakcie słuchania fizycznej płyty. Właśnie dla tego, bardziej charakternego oblicza Mleczy warto wybrać się na występ na żywo.

Potężna TOŃ

Oh jak bardzo żałuję, że to jedyny planowany występ Toni w tym roku! Czuję spory niedosyt i potrzebuję ich zdecydowanie więcej. Przygotowując materiał o festiwalu na etapie obcowania z twórczością. Materiał grupy mocno odstaje od reszty zaproszonych artystów, czerpiąc garściami inspiracje słowiańskością, mroczniejszym rockiem oraz metalem i stawiając na muzyczny storytelling. Sugerując się cytowanym Walaszkiem nie zgodzę się, że zespół dał z siebie mocne 30 procent – osobiście czuję tu mocną setkę. Widać włożone serducho w grane kawałki a grupa czuje się na scenie jak ryba w wodzie. Oprócz cytowanego autora kultowego Kapitana Bomby czy Egzorcysty muzycy chętnie żartowali ze sceny (piękna krabowa czapka, która pojawiła się na scenie) czy opowiadali o tym, co robią. Dobrze było pokrzyczeć w tłumie „ZNISZCZ, ROZPIERDOL, SPAL”, było to bardzo terapeutyczne. Uśmiecham się do zespołu w formie pisemnej prosząc, o powrót do koncertowania: taki kawał dobrej muzyki nie może zostać niegrany na żywo.

HEAVY POPOWA fala

Przyszedł czas na organizatorów festiwalu – na scenę wkroczyła lokalna grupa .WAVS. Nie był to mój pierwszy koncert chłopaków: miałam okazję zobaczyć ich na początku tego roku, jako support na jednym koncercie. Pamiętam, że już wtedy zrobili na mnie wrażenie, zaskakując odbiorcę co numer swoją różnorodnością i energicznymi wykonami. Obserwując ich po raz pierwszy kompletnie nie wiedziałam, w jakim muzycznym kierunku pójdziemy przy kolejnym utworze. Umiejętność czerpania z wielu gatunków i przekształcanie ich w swój oryginalny, heavy popowy sposób sprawia, że ciężko nie lubić zespołu.

Postawili swój występ na jedną kartę – zagrany premierowo został trzeci krążek o tytule „TOTAL”. Uznałam to za dość odważne posunięcie: granie nieznanego publice materiału przypomina mi całkowicie odsłonięcie się przed grupą kompletnie obcych nam ludzi. Obawa o reakcję na nowe dzieła może paraliżować w trakcie występu, dając wyjść stresowi przed szereg. Ze sceny biła pewność siebie i uczucie dumy ze stworzonego materiału. .WAVS udowadnia, że dając fanom koncert kompletnie w ciemno są w stanie zrobić show, który porwie tłum do zabawy. Sporo tu żywych numerów, które często zaskakiwały gatunkowym zwrotem o 180 stopni. Nie zabrakło też znanych nam już singli „Co myśl to lęk” oraz „Koledzy”, które wypadają fenomenalnie na scenie. Nie było tu ani minuty nudy: nawet ballady wypadają intrygująco i klimatycznie. Jak wypada w całości nowy album? O tym chętnie Wam opowiem za jakiś czas ale powiem jedno – warto czekać na premierę!

Pędzimy gitarowym Metrem

Na koniec przyszedł czas na gwiazdę wieczoru – Hype Park wyprzedził Kraków w posiadaniu Metra. Warszawski zespół robi furorę wśród fanów gitarowego grania, goszcząc na scenach wielu festiwali. Od pierwszych chwil grupa udowodniła, że bezdyskusyjnie należy im się tytuł headlinera HEAVY POP Festu. Obecni od pierwszych dźwięków wydobytych z instrumnetów poderwali się do zabawy, śpiewając z wokalistą czy dając się ponieść energii wytworzonej w pogo. Usłyszeliśmy najbardziej znane numery grupy takie jak „Na balkonie” czy „Hej, Aloszka” oraz obietnicę wydania debiutanckiego krążka, którego premiera zaplanowana jest na 16 października. Lubię bardzo obcować z twórczością Metra i cieszę się, że mogłam sprawdzić jak radzą sobie z występami na żywo. Oceniam występ na dobry jednak czuję lekki niedosyt – brakowało mi czegoś, co mogłoby wzbudzić we mnie chęć zobaczenia zespołu ponownie.


Skoro przebrnęliśmy przez wszystkich artystów czas na najważniejsze pytanie: czy warto wybrać się na festiwal w przyszłym roku? Oczywiście że tak! Jeżeli jesteś osobą, która lubi odkrywać nowych artystów nie wpisujących się w schemat muzyki popularnej to warto wybrać się nawet w ciemno. W bardzo przystępnej cenie karnetu (mówimy tu o kwocie około 100zł za tegoroczny bilet) otrzymujemy kwintesencję dobrego festiwalu w mniejszym formacie, który pozwala nam się w pełni cieszyć muzyką i celebrować artystów uwielbiających eksperymentować twórczo.

Dziękujemy z całego serca organizatorom festiwalu za zaproszenie medialne.