Quite Nice Night Drive EP to najnowsza propozycja od krakowskiego producenta kryjącego się pod pseudonimem baklu. To wydawnictwo zawierające siedem utworów osadzonych w klimatach lo-fi house. Płynnie obracający się po lżejszych gatunkach muzyki elektronicznej producent tym razem zabiera nas na wieczorną przejażdżkę autem po wschodniej części Krakowa, która towarzyszy w jego twórczości nie od dziś.
Któż z nas nie ma w głowie sceny gdzie w piątkowy wieczór, kiedy to słońce chowa się za horyzont rysując kontury budynków, niebo przybiera pomarańczowo-granatowe barwy? Oczekujemy na deszcz, który ochłodzi nas po tygodniu zagmatwanych spraw i nada miastu ten specyficzny wydźwięk. Szerokie ulice gdzie sygnalizacja świetlna nabiera nasycenia. Coraz więcej okien w szaromusztardowych blokach rozświetla się w oddali, jednocześnie rozmazuje się nam pierwszy plan w kącikach oczu. Zaraz zapadnie zmrok. Być może utkniemy zaraz w korku jak i setki z nas i odbędziemy nieoczekiwanie zmieniającą nasze życie rozmowę niczym Tom Hardy jako Ivan Locke…
Pamiętacie ten moment z dzieciństwa, który został już przemielony przez Internet jako nostalgiczna klisza, gdzie podczas deszczowego dnia wracaliśmy z rodzicami autem, a krople deszczu ścigały się ze sobą po szybie? My pustym wzrokiem w naszej głowie odgrywaliśmy teledysk życia? Ta płyta to nie jest ten vibe. Tutaj nacisk czuć na kierowcę. To on jest wyznacznikiem celu podróży. To on bez celu mija już tak dobrze znane miejsca. To on wybiera playlistę. To on dodaję gazu, który pobudza w nas tą mieszankę retronostalgii, celu w bezcelowości podróży i wewnętrznych dylematów mielących nasze irytacje, radości i smutki w rytm muzyki dobranej idealnie do jazdy autem. Może wchodzę już na zbyt patetyczne obszary, ale jadąc tramwajem po Krakowie z EPką na słuchawkach, mając w kieszeni prawo jazdy które przydaje się raz na rok – po prostu zazdroszczę możliwości wybrania się autem w taką wieczorną podróż. Zmiany biegu, podkręcenia gałki volume i popatrzenia w dal będąc samemu ze sobą.
W opozycji do Drafts wydanego w grudniu 2025 (o którym mieliśmy okazję porozmawiać trochę z twórcą tutaj), które było bardziej utrzymane w estetyce ambient, tu mamy mocny nacisk na beat i rytm ładnie komponujący się z w mam wrażenie już charakterystycznymi brzmieniami dla Marcina. 6 propozycji – Rybitwy, Huta, rondo M, Jubilat, Korona i Telpod oraz bonus track Kluczwody stanowią spójną propozycję nie tylko w warstwie ideowej, ale tez tej gatunkowej i producenckiej. Współpraca z Miszem i LoftY dodaje też płycie mam wrażenie charakterystycznego dla Krakowa brzmienia. Współpraca tych trzech panów nigdy nie zawodzi.
Co was może urzec w tej propozycji? Połączenie house’u i lo-fi w świetnym wykonaniu. Taśmowość, granularność, saturacje połączone z lekkimi pulsującymi stopami i perkusjonaliami, które wprawią wasze ręce i nogi w samowolne podrygiwanie. Lekkość, nieprzekombinowanie, pewna prostota. Choć ta Epka nie przynosi nowych, nieoczekiwanych przełomów w twórczości artysty, a sam charakter brzmień może wydawać się już znajomy i ograny, to jeśli dobrze wsłuchacie się w kompozycje, zauważycie drobne niuanse które pozwolą wam docenić tę propozycję.
Jeśli macie okazję wsiąść za kierownicę i włączyć Quite Nice Night Drive – spróbujcie. Dajcie się ponieść idei.