Zero89 i luvisadevil prezentują pierwszy wspólny singiel „Wracam do domu”

2026-08-14 Witek Bartula

Czy polski rap jest jeszcze w stanie czymś nas zaskoczyć? Są tacy, którzy na ten temat napisaliby srogą rozprawkę i bronili tezy, że wciąż potrafi zaskakiwać. Jeszcze do wczoraj można byłoby ich wyśmiać, dziś jednak mają rację. Dowodem na to jest nadchodzący projekt krakowskiego duetu: rapera Zero89, znanego z kolektywu i labelu Hashashins, oraz tajemniczego producenta luvisadevil, znanego również jako wokalista Blake x Listopad. Zanim jednak dostaniemy pełnoprawny album lub chociażby pierwszy singiel, panowie rzucili nam przedsmak tego, co nadchodzi, w postaci utworu WRACAM DO DOMU, który na samej płycie się nie pojawi.

Już początkowe wokalizy stanowiące element tła oraz całkowity brak perkusji (w rapowym utworze!) sugerują, że duet świadomie odrzuca zarówno mainstream spod znaku Travisa Scotta czy Ice Spice, jak i współczesną alternatywę reprezentowaną przez MIKE’a i Earla Sweatshirta, wybierając własną drogę. WRACAM DO DOMU to kalifornijski powiew inspirowany twórczością Franka Oceana i Childisha Gambino, z wyczuwalnym dotykiem Kanyego Westa. Jako osoba, która miała zaszczyt przedpremierowo wysłuchać całego albumu, mogę zdradzić, że ta stylistyka stanowi jego motyw przewodni — choć nie jedyny — a całość utrzymuje równie wysoki poziom.

Zero89 od lat należy do najbardziej charakterystycznych postaci polskiej sceny alternatywnego rapu. Założyciel labelu Hashashins dał się poznać jako twórca stawiający na rozbudowaną narrację, konceptualne albumy i teksty czerpiące z filozofii, literatury oraz kultury popularnej. Jego kolejne wydawnictwa konsekwentnie poszerzały granice rapowej formy, nie rezygnując z
bezkompromisowego autorskiego języka.

Jeśli znacie solową twórczość Zero i za cholerę nie wiecie, o czym opowiada, to spieszę uspokoić — tekst jest na tyle przystępny i uniwersalny, że nie trzeba znać wcześniejszego uniwersum rapera. A przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Być może już sam tytuł jest wskazówką: duet nie przychodzi znikąd, nie przedstawia się i nie mówi „dzień dobry”. Zamiast tego oznajmia, że wraca do domu, jakby był z nami już kiedyś i miał do opowiedzenia historię, o której po prostu zdążyliśmy zapomnieć.