Lustrzane odbicie „Bez zakłóceń” Leo Pika

2026-07-09 Natalia Drymlak

Kilka dni temu światło dzienne ujrzała debiutancka płyta pasjonaty oraz multiinstrumentalisty Lea Pika. „Bez zakłóceń” to odbicie lustrzane autora i wypuszczenie swojej wrażliwości w świat, zapraszając słuchaczy, którzy znajdą w owej twórczości zrozumienie.

Krążek na pierwsze wrażenia słuchowe dostarcza sporo melodii radosnych, idealnych do towarzyszenia nam na co dzień w letnie dni. Zwracając uwagę na warstwę liryczną możemy odszukać lekcje życiowe, które twórca odrobił i stara się przekazywać słuchaczom. Owi słuchacze – jak wierni studenci – przyjmują mądrości z zaangażowaniem przypominającym słuchanie swojego ulubionego wykładowcy. Otwierający krążek numer „Pamiętaj kim jesteś” entuzjastycznie zaprasza do uściśnięcia ręki Lea i zachęca do pozostania w celu wysłuchania całej opowieści.

Nurkując głębiej podczas obcowania z płytą zauważyć można skupienie się na dość codziennych tematach związanych z naszym życiem, przypominając nam, że jako ludzie często sami zapominamy o tych prostych rzeczach, które mogą nam sprawić radość. Przyznam się osobiście – sama często mam trudności z czerpania garściami radości ze zwykłych rzeczy. Usłyszenie co jakiś czas takiej małej „przypominajki” bywa pomocne jednakże w mojej głowie urodziła się pewna myśl: czy kilka utworów mówiących o tym to nie za dużo? Lekka forma utworów pozwala przyjąć owe numery bez efektu znużenia.

Mam dwie osobiste perełki z tej płyty, które są kompletnie różne. Pierwszą z nim jest „Hipnotyczny sen” która zachęca słuchacza do zabawy. To jeden z tych utworów, które z ogromną chęcią posłuchałabym w radiu, wspominając stare radiowe hity, których często słuchałam podróżując samochodem po kraju, myśląc o odkrywaniu nowych miejsc i cieszeniu się chwilą. Drugi numer to „Śpiewający chłopiec”: muzyczna perełka, która lekko wybija nas z tych radosnych popowych nut. Jest zdecydowanie spokojniejszy i o bardziej nostalgicznym klimacie, wprowadzając nas w zadumę nad zamkniętymi rozdziałami w naszym życiu i o nowych początkach. Numer od razu skojarzył mi się z debiutanckim albumem Swiernalisa o nazwie „Drauma”, który należy do jednego z moich ulubionych albumów.

Jak oceniam owy debiut? Leo Pik pewnie wchodzi na rynek muzyczny umiejętnie łącząc lekkie utwory z świetnymi tekstami. Kusi również do szybkiego powrotu, aby delektować się tą dobrze wykonaną robotą jak najczęściej. Jestem bardzo ciekawa co przyniesie przyszłość dla muzyka – płyta podobała mi się ale odnoszę wrażenie, że bywa miejscami mocno bezpieczna. Czy to źle? Łatwiej twórcom otworzyć się gdy tworzą coś bezpiecznego i w czym czują się dobrze. Z drugiej strony budzi się we mnie ta żądza na otrzymanie więcej muzycznych eksperymentów. Eksperymentów, gdzie autorowi puszczają artystyczne hamulce i rzuca się w twórczy wir bez pomysłu, dając się ponieść emocjom, dźwiękom i sercu. Mam cichą nadzieję, że Leo nas jeszcze zaskoczy i pokaże swój intrygujący wachlarz talentów. Debiut jest pięknym, solidnym i dobrze wykonanym fundamentem, na którym w przyszłości może powstać piękny muzyczny dom w postaci intrygującej dyskografii muzyka.