Metaliczna, chłodna wilgoć unosi się po opuszczonej fabryce. Noc, niskotonowa muzyka rezonuje pośród pustych ścian, które niegdyś były miejscem pracy. Nie jest to miejsce, w którym powinniśmy być, a jednak wszyscy trafiliśmy tutaj dla tej muzyki: zimnej, industrialnej, tajemniczej, podszytej mieszanką doświadczeń i historii. Światła, lasery i stroboskopy rytmicznie przecinają mrok, żelbetowe konstrukcje przyjmują na siebie warkot gitar – ten „przemysłowy” hałas jest im dobrze znany.
Mógłby to być Berlin, jeden z tych klubów, gdzie wszyscy ubrani są na czarno. Crystalpunk to debiut wyjątkowy i szalenie udany. W 10 utworach, na które składa się album, zespół Chalk uchwycił różne oblicza industrialnego rocka podszytego agresywnym post-punkiem i ambitnym techno/dance-punkiem. Jest to album niejednorodny, a przy tym spójny. Napisany tak, aby doskonale wybrzmiał na żywo, o czym na szczęście będziemy mogli się przekonać podczas tegorocznego OFF Festivalu. Wracam do tego albumu regularnie – jest to wydawnictwo wymagające, ale wdzięczne, zapewniające 39 minut srogiej imprezy. Poznajcie Chalk – Crystalpunk, jedną z najlepszych płyt 2026 roku.
Prym wiedzie gitara
Nie jest tak, że album jest „formalnie” podzielony na sekcje, jednak po którymś odsłuchu odebrałem wrażenie, że w początkowych utworach dominuje gitarowe granie. Jest to muzyka bliska industrialności Nine Inch Nails, Garego Numana czy niektórych utworów Marilyna Mansona. Wprowadzające Tongue to wrzask zapowiadający moc i natężenie albumu. Jednak od razu zaznaczę, że to krótkie intro wraz z następującym po nim Pain stanowi pełną zapowiedź tego, co czeka nas na Crystalpunk – dużo niskotonowych rytmów, basowych brzmień, przeszywających gitar, zimnofalowych wokali i zaskoczeń. Zapętlona perkusja niczym drum machine i upiorne synthy przywołują oczywiste (i jakże dobre) skojarzenia z debiutanckim Pretty Hate Machine od NIN.
Zmiękczenie następuje przy okazji Can’t Feel It, dużo bliższego synth-popowym dźwiękom Depeche Mode. Taneczny vibe nawet nie próbuje się wkradać – po prostu wbija z buta, wyważając drzwi.
Longer daje nam złudzenie wypoczynku od tańca, ale szybko rozkręca się pogo. To gitarowy, bardziej powściągliwy w dynamice utwór. Płaczliwe riffy kojarzą mi się z Deftones i wcześniejszymi dokonaniami KoRna, więc jest tutaj coś pomiędzy shoegaze’em a nu-metalem. Tym samym Longer jest utworem, który poniekąd kończyłby sekcję gitarową.
Czas na techno
Od teraz dominuje elektro. Nie znaczy to, że gitary przepadają – po prostu zmieniają się proporcje. One-Nine-Eight-Zero jest zasadniczo przeciwieństwem wcześniejszych utworów, zwłaszcza sąsiadującego, nu-metalowego Longer. Jest tutaj autotune, a całość ubrano w klubową, wręcz popową energię.
Wraz z następującym po nim Eclipse jest to moment, w którym odpoczywamy od agresji i intensywności dźwięków. Wręcz przy okazji tego drugiego dochodzi do wygaszenia, całkowitego zejścia z emocji. Następuje restart, jednak jest on potrzebny. Wchodzimy na parkiet. Stroboskopy uderzają, tempo narasta, nie pozostaje nic innego niż tańczyć. Wybuch, tańczymy, wyrzut wszystkich emocji.
Skem to instrumentalny rave, industrialne techno. Oczy przymknięte, schowane za przeciwsłonecznymi okularami. Żelbetowe konstrukcje są zachwycone niepokojem i intensywnością dźwięków. I.D.C. kultywuje taneczność – parkiet brany szturmem został opanowany. W utworze znowu czuć synth-popowego ducha Depeche Mode czy współczesnego, darkwave’owego NIN i Clan of Xymox.
Wielki finał
Zbliżamy się do końca imprezy, następuje taniec ostateczny. Chalk zamyka Crystalpunk dwoma utworami: Beal Feirste oraz Ache. Ten pierwszy to laurka dla Underworld – jakże wspaniała i udana. Utwór, dla którego warto zapętlać album, a nawet jeden z nielicznych „stand-alone” singli, które obroniłyby się zupełnie same, bez kontekstu albumu. Ten progresywnie house’owy numer oddaje sobą esencję pionierskiego techno z UK, stanowiąc doskonały podkład pod sceny z Trainspotting.
I put my fingers through the bullet holes
Of my father’s past
Don’t let the fuckers grind you down
Back and forth
I’m feelin’ alone
I’m feelin’ alone
I’m feelin’ alone
Wpadamy w trans, jesteśmy w muzycznym cugu, bez którego nie widzimy świata. Zbliża się ranek, jednak w przeciwsłonecznych okularach noc mogłaby trwać wiecznie. Bujamy się w tłumie, pośród industrialnych ścian i żelbetowych konstrukcji, które trzymają w sobie prawdy poprzednich żyć. Teraz trwa nasz moment i oddajemy się rytmowi.
Shoulder to shoulder
Shoulder to shoulder
Shoulder to shoulder
We’re standing shoulder to shoulder
„Goodmorning” – tymi słowami żegnają się z nami Chalk. Tymi słowami rozstajemy się z Crystalpunk w utworze Ache. Jest to wyjście z klubu, opuszczenie fabryki w towarzystwie indie-brzmiącego, zapętlonego syntezatora i miękkiego rytmu four on the floor.
Czy warto oddać się Chalk podczas OFF Festivalu? Zdecydowanie. To może być jeden z najlepszych występów tej edycji. Takie mam wyobrażenia i oczekiwania, bo Crystalpunk jest albumem szalenie dobrym. Wręcz za dobrym jak na debiut.