Zacznę od dość kontrowersyjnej myśli – nie jestem ogromną fanką coverów czy nowych aranżacji utworów. Słuchając nowych wersji, często odczuwam pewną pustkę czy uczucie zbliżone do podgrzewania jedzenia w mikrofalówce – niby ciepłe i przyjemne, ale środek jest zimny i nijaki.
Ulubione covery jestem w stanie policzyć na palcach obu rąk, jednocześnie zaznaczając, że oryginał nadal stawiam wyżej na muzycznym podium od nowszej wersji.
Twórczość Ciechowskiego kręciła się wokół mojego życia co jakiś czas, wyłaniając się zza rogu i przypominając o swoim istnieniu. Nie był to muzyk, na którego słuchanie decydowałam się sama z siebie, ale kiedy już zagościł w słuchawkach czy głośnikach, był słuchany z przyjemnością. Teksty takich utworów jak „Tak… tak… to ja” czy „Nie pytaj o Polskę” siedziały głęboko w mojej pamięci i pozwalały na odśpiewanie sporej części utworu, kiedy nadarzyła się okazja.
Kasia Lins postawiła na nowy rozdział w swojej muzycznej karierze, którego kompletnie się nie spodziewałam – wzięła na tapet twórczość Grzegorza i postanowiła się w nią zagłębić. Podróż do muzycznego wnętrza dała przestrzeń na narodziny „Obywatelki K.L.” – intymnego albumu, bardziej kobiecego i prowadzącego nas po świecie pożądania, obsesji i emocji.
Na szczęście zostałam bardzo miło zaskoczona całym albumem, który jest ukłonem w stronę oryginałów, ale nie bojącym się iść własnymi ścieżkami. Z racji bycia fanką Kasi na żywo uznałam, że nie mogę przegapić koncertu promującego ten niecodzienny projekt.


Sporo czasu przed otworzeniem drzwi krakowskiego Studio wielu fanów okupowało schodki przed wejściem, rozmawiając czy wymieniając się opiniami na temat twórczości artystki. Klub momentalnie licznie wypełnił się zainteresowanymi występem, czekając w napięciu.
Kasia z zespołem od samego początku wyprowadzili obecnych w świat Obywatelki – pełen tajemnic i wrażliwości, przełamanych kobiecą subtelnością i emocjonalnością. Oprawa wydarzenia ubarwiła wydźwięk muzyki, wprowadzając nastrojowe, delikatne, lecz zarazem proste oświetlenie. Wizualizacje pięknie dopełniały całość, ukazując klimat twórczości Ciechowskiego.


Obywatelka odważnie stawia swoje kroki, nie będąc kolejnym projektem coverowym, ale swoim własnym bytem. Robi ukłon w stronę oryginału, a jednocześnie kreuje swoją historię osadzoną w tym muzycznym świecie. Czerpiąc garściami z twórczości Grzegorza nie boi się dodać esencji swojej Linsowej energii, tańcząc na scenie czy wchodząc w interakcję z fanami, czego mogliśmy być świadkami w trakcie utworu „Zasypiasz sama”, który został zaśpiewany w środku publiki. Studio nie cichło od gromkich braw i rozentuzjazmowanego tłumu, co wzruszyło artystkę a fani mogli liczyć na podwójny bis.
Występ śledziło się jak spektakl, gdzie artystka, prowadząc za rękę słuchaczy, ukazywała wykreowany świat, pozwalając na spore dozy radości z wykonywania muzyki na żywo. Prezencja Kasi na żywo, jak i jej umiejętności wokalne, kompletnie zahipnotyzowały mnie, pozwalając zatracić się w delektowaniu materiałem z ostatnio wydanej płyty. Wydarzenie pięknie łączyło wrażliwość artystyczną z zapadającą w pamięć produkcją i oprawą wizualną całego wieczoru.


